Historia

Wnuk cesarzowej miał przyjaciela z Lysek

Historia jest jak z baśni, choć nieco mrocznej. Przeczytajcie o tym, jak chłopski syn z Lysek przyjaźnił się wnukiem cesarzowej Marii Teresy.

Chłopski syn, Joseph Benedict Polednik urodził się w cysterskich Rudach w 1798 roku. Jego ojciec pracował dla zakonników wznosząc budowle wodne, jego dziadek zaś był młynarzem w Rydułtowach. Rodzinny młyn kupił z czasem Joseph Doms, raciborski kupiec, po to by na jego terenie zbudować kopalnię zasilającą w węgiel młyn parowy w Brzeziu. Kopalnia pracuje po dziś dzień, a jej hałda z najdalszych okolic dawnego księstwa raciborskiego wskazuje na gniazdo rodzinne Josepha Benedicta Polednika.

Józef Benedykt Polednik (1798-1882)

Młody chłopak szybko stracił ojca, który przytomnie przed śmiercią umieścił swego syna w cysterskim gimnazjum. Joseph Benedict Polednik został jego absolwentem, po czym rozpoczął karierę urzędniczą w rudzkim sądzie. Przyszło mu wchodzić w dorosłość w czasach dramatycznych, ponieważ widział dwukrotnie przemarsze wojsk napoleońskich zmieniających jego dotychczasowy świat na zawsze. W Rudach zatrzęsła się ziemia, bo kilkusetletnie opactwo cysterskie założone przez księcia Władysława Opolskiego zostało przejęte przez króla pruskiego, sami zaś zakonnicy rozpędzeni na cztery wiatry. Młody urzędnik z Rud zaczął pracować dla nowego właściciela zakonnych dóbr, księcia raciborskiego – Wiktora Amadeusza z Hesji-Rotenburga. Praca książęcego urzędnika polegająca na przekształcaniu własności pocysterskiej zyskała uznanie arystokraty, który musiał dodatkowo podjąć trud sformalizowania uwłaszczenia chłopów. W tym ostatnim wypadku Joseph Benedict Polednik okazał się być również sprawny, co pośrednio uruchomiło lawinę zleceń okolicznej szlachty zmagającej się ze sprawami administracyjnymi i finansowymi. Młody urzędnik w wieku lat trzydziestu czterech stał się na tyle zamożny, że za zarobione pieniądze kupił majątki rycerskie w Lyskach i Nowej Wsi. Rzecz była o tyle sensacyjna, że poprzedni właściciele von Stillfriedowie i von Tluckowie reprezentowali stare, kilkusetletnie rody szlacheckie. Joseph Benedict Polednik kupił owe dobra, ponieważ poprzedni właściciele byli zadłużeni wskutek własnej nieporadności. Nowy właściciel pozbawiony kompleksów wobec szlacheckiej tradycji podwoił wartość nabytych dóbr w ciągu dwudziestu lat. Okazało się, że kupił kurę znoszącą złote jajka. Cieszył się, że wielki majątek ziemski stanie się udziałem jego jedynego syna, Eduarda Polednika.

Przyszły dziedzic nowej fortuny urodził się w 1829 roku, a jego ojciec, wzorem swojego, postanowił zapewnić mu dobre wykształcenie. Syn lyseckiego właściciela dóbr rycerskich pobierał więc nauki w raciborskim gimnazjum mieszkając na stancji u swego nauczyciela, Königa. Niestety w 1846 roku Eduard zmarł podczas zimowych ferii. Lekarz za przyczynę zgonu uznał zapalenie mózgu. Zrozpaczony ojciec jeszcze w dniu jego śmierci postanowił przeznaczyć majątek na pomoc potrzebującym, tych zaś było coraz więcej, bo na Górnym Śląsku śmiertelne żniwo zbierała zaraza tyfusu – w niektórych miejscowościach zmarła wtedy nawet co trzecia osoba. Wskutek sugestii biskupa wrocławskiego Joseph Benedict Polednik postanowił zbudować przytułek dla dziewcząt-sierot, ofiar tyfusu. Budowla została wzniesiona w 1849 roku. Do czasów Ottona von Bismarcka za edukację i lecznictwo odpowiedzialny był Kościół, wobec tego decyzją metropolity wrocławskiego w Lyskach pojawiły się – głownie z Opawy – siostry Zakonu Niemieckiego, czyli Krzyżaczki. Nazwa zakonu wywołuje sporo negatywnych i częściowo uzasadnionych skojarzeń. Częściowo, ponieważ po sekularyzacji państwa krzyżackiego zakon pozostał wierny katolicyzmowi, wskutek czego przeniósł się do Austrii i funkcjonuje tam po dziś dzień. W XIX wieku wielki mistrz krzyżacki – arcyksiążę Maximilian Este-Habsburg – wnuk cesarzowej Marii Teresy postanowił, że zakon wróci do swoich korzeni, czyli przede wszystkim do niesienia pomocy chorym i ubogim. W dziele reformowania pomagał mu ksiądz Peter Rigler w sprawie którego obecnie toczy się proces beatyfikacyjny. Warto odnotować, że w czasach Adolfa Hitlera Krzyżacy byli zakonem prześladowanym ze względu na związki z katolicyzmem. Rudolf Münzberg, raciborski księgarz i późniejszy kurator fundacji Polednika pisze w szkicu historycznym poświęconym swojemu pracodawcy, że: 7 sierpnia 1855 roku wielki mistrz, arcyksiążę Maksymilian Habsburg złożył w Lyskach swoją pierwszą wizytę w towarzystwie księcia raciborskiego, jego małżonki oraz landgrafa Fürstenberga i biskupa metropolity Henryka.

Widok Fundacji z roku 1907

Wizyta wnuka Marii Teresy w prowincjonalnych Lyskach była nie lada wydarzeniem dla okolicznej szlachty – tym bardziej, że austriacki arystokrata ujęty postawą Polednika wskazywał go jako wzór filantropa. Lysecki potomek chłopów i wielki mistrz zakonu krzyżackiego zaprzyjaźnili się do tego stopnia, że ten ostatni jeszcze wielokrotnie odwiedzał posiadłość Polednika i projektował rozbudowę budynków fundacji włączając istniejącą po dziś dzień kaplicę św. Józefa. Raciborska para książęca również wspierała działania lyseckiego urzędnika fundując stypendia dla części podopiecznych – podobnie jak biskupi wrocławscy. Juliusz Roger, książęcy lekarz, też uległ inspiracji Josepha Benedicta Polednika lecząc bezpłatnie jego podopieczne, a z czasem inicjując budowę szpitala w Rybniku.

Realizacja szlacheckiej i chrześcijańskiej jednocześnie etyki służenia ubogim i pokrzywdzonym natrafiła niestety na przeszkody w postaci ambicji sekularyzacyjnych najpierw państwa pruskiego, a później niemieckiego w osobie Ottona von Bismarcka.

Po śmierci wielkiego mistrza w 1866 roku Prusacy bezceremonialnie zajęli dobra krzyżackie w Zopowach koło Głubczyc i w Gródczankach koło Pietrowic Wielkich. Nowy mistrz krzyżacki zareagował uzasadnionym oburzeniem i nakazał wycofać się zakonnicom z Lysek, zakładając nieobliczalność państwa pruskiego. Zakonnice krzyżackie zostały zastąpione przez boromeuszki z Trzebnicy, które prowadziły swoją służbę do roku 1878, kiedy to administracja pruska zarządziła zamknięcie ośrodka. Mimo tego, że Joseph Benedict Polednik zmarł w 1882 roku, to doczekał zwycięstwa zza grobu, bo państwo pruskie nie mogąc zagwarantować dostatecznej liczby nauczycieli świeckich, zgodziło się na powrót zakonnic do Lysek. Ponowienie działalności zakładu wychowawczego w Lyskach przypada na rok 1886 i jest dziełem siostry przełożonej Edeltraudy Glombik ze Starej Wsi, dzielnicy Raciborza. Zakonnica spoczywa obok kaplicy cmentarnej rodziny Poledników w Lyskach.

Kaplica cmentarna Poledników

Zachwyt wnuka Marii Teresy nad nowatorstwem lyseckiego filantropa był całkowicie uzasadniony. Zakonnice w drugiej połowie XIX wieku uczyły w Lyskach swoje podopiecznie nie tylko elementarnych zajęć gospodarskich, ale nade wszystko nowoczesnego zarządzania majątkiem, języków obcych: angielskiego i francuskiego, a także nauki gry na pianinie. Wszystko po to, by pozbawione środków do życia dziewczyny mogły awansować społecznie i stać się finansowo niezależne. Co więcej, poza sierotami zakonnice kształciły odpłatnie dzieci okolicznych chłopów, co zmieniło edukacyjny obraz regionu na lepszy. Ośrodek funkcjonował do 1939 roku, kiedy to Niemcy go znacjonalizowali i zamienili na Polenlager – obóz pracy dla Polaków. W czasach PRL ośrodek stał się miejscem opieki dla chronicznie chorych. Obecnie funkcjonuje jako ośrodek pomocy społecznej, co pokazuje, że droga lyseckiemu filantropowi idea, by nieść pomoc potrzebującym ciągle się materializuje, choć w nieco innej formie.

Klasztor w Lyskach

Życie Josepha Benedicat Polednika, chłopskiego syna z Lysek dowodzi, że prawdziwa i uniwersalna wielkość może pojawić się nawet w małej wiosce pomiędzy Raciborzem i Rybnikiem i nie stanie jej na przeszkodzie żaden negatywny stereotyp. Skoro taka niezwykła historia wydarzyła się raz i to z dala od wielkich centrów kultury, to oznacza, że wydarzyć się może ona zawsze i wszędzie. Grzechem byłoby nie wziąć tego pod uwagę wstając rano z łóżka.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button