Historia

Bogaci Ukraińcy w okolicach Rybnika? Nic nowego!

Rok temu lotem błyskawicy obiegła Rybnik wieść, że ukraiński fundusz kapitałowy kupił rybnicką galerię Plaza. Nic nowego pod słońcem

Rzecz może szokować kogoś, kto nierozumnie uległ stereotypowi, że postęp, bogactwo, inteligencja i wszystko inne, co dobre, idzie zawsze z zachodu na wschód. To nieprawda. Mimo napięć potrzebujemy Ukraińców a oni nas. Trzeźwo to zauważył ostatnio podczas polemiki z ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Andriejem Sybihą, minister Radosław Sikorski, przywołując postać hetmana Iwana Wyhowskiego (1608-1664). Jego krewny, Gabriel Wyhowski (1671-1720) był XVII-wiecznym ukraińskim milionerem, który spoczywa w Rudach w ufundowanej przez siebie krypcie. Po odrzuceniu uproszczeń i w duchu prawdy historia może być nauczycielką życia – jeżeli uczniowie są inteligentni, otwarci i co najważniejsze, odważni. Zacznijmy więc od Wyhowskich.

Iwan Wyhowski stał po stronie Bohdana Chmielnickiego w czasie powstania na Ukrainie (1648-1657) i doprowadził w 1658 roku do porozumienia z Rzeczpospolitą w ramach unii hadziackiej, która miała doprowadzić do przekształcenia Rzeczpospolitej Obojga Narodów w Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Mądrze. Unię potwierdził Sejm Rzeczpospolitej i król Jan Kazimierz Waza (1609-1672). Skutkiem tych decyzji kozacy przeszli na stronę Rzeczpospolitej i wspólnie rozgromili Rosjan w bitwie pod Konotopem w roku 1659. Morał jest dosyć oczywisty: współpraca polsko-ukraińska jest wystarczająca siłą do pokonania agresywnych Moskali. Po bitwie jednak Moskwa rozbiła jedność ukraińską, co doprowadziło między innymi do tego, że ród Wyhowskich na trwale związał się z Rzeczpospolitą, a wschodnia Ukraina coraz bardziej ciążyła ku Moskwie. Podobnie było po I wojnie światowej – część Ukraińców opowiedziała się za współpracą z Polską, część, wbrew złym doświadczeniom historycznym, nawiązywała współpracę ze wschodnim sąsiadem. Warto pamiętać, że Józef Piłsudski wspierał Symona Petlurę (1879-1926) walczącego o niepodległą Ukrainę. Co jednak łączy Iwana Wyhowskiego i okolice Rybnika?

Ród Wyhowskich był lojalny wobec władców Rzeczpospolitej. Krewny hetmana, być może wnuk, Gabriel Wyhowski (1671-1720), był jednym z najważniejszych urzędników Jana III Sobieskiego i zarządzał śląskimi dobrami jego syna Jakuba w Oławie. Co sprawiło, że szlachcic ze wschodu związał się ze Śląskiem? Być może nie bez znaczenia jest postać innego królewskiego urzędnika z tamtego czasu, Jana Kotowskiego, Ślązaka, który zrobił oszałamiająca karierę i o którym już pisano na niniejszym portalu. Gabriel Wyhowski był człowiekiem zamożnym. Należało do niego wiele miejscowości na Górnym Śląsku: Sośnicowice, Bojszowy, Rachowice i inne. Dworzanin zmarł w sile wieku, co odnotował rudzki kronikarz August Potthast:

7 maja 1720 roku zmarł w Sośnicowicach graf Gabriel Wyhowski z Wyhowa i 10 maja, zgodnie ze swoją ostatnią wolą, został w asyście opata bardzo uroczyście przywieziony do Rud, gdzie znalazł miejsce wiecznego spoczynku obok zmarłych cystersów w krypcioe kościoła klasztornego. Szlachetny, pobożny pan, obdarzając szczególnym zaufaniem naszego prałata, wyznaczył go na kuratora swoich posiadłości ( za zgodą wdowy).

Jak widać, blisko trzysta lat temu bogaci Ukraińcy żyli i umierali na naszej ziemi. Warto nadmienić, że ów Wyhów leży koło Owrucza na północny zachód od Kijowa. Majątek przeszedł w ręce wdowy i z czasem został sprzedany, ponieważ małżeństwo nie miało potomstwa.

Czy prawda historyczna może pomóc w budowaniu mostów? Jest szansa. Nie duża ale jest, co potwierdza moje osobiste doświadczenie. Podczas zajęć z uczniami na Ukrainie w Ivano-Frankivsku, niegdysiejszym Stanisławowie, z blisko dwadzieścia lat temu przeprowadziłem zajęcia w mieszanej polsko-ukraińskiej grupie (ta polska była z Rybnika). Rzecz dotyczyła tego, co łączy i padło na wielkie zwycięstwo pod Chocimiem z roku 1621. Młodzież polska kojarzyła zwycięstwo z hetmanem Janem Chodkiewiczem, co było w dużej mierze uzasadnione, ale szokujące dla młodzieży ukraińskiej, która zwycięstwo przypisywała Piotrowi Konaszewiczowi Sahajdacznemu, co było szokujące z kolei dla polskiej grupy. Prawda historyczna jest taka, że tych dwóch hetmanów współpracowało wtedy z sobą. Kilka dni później obie grupy wybrały się do Chocimia i ukraiński przewodnik zaprowadził nas pod pomnik Sahajdacznego mówiąc, że jest on dowódcą zwycięskiej bitwy, na co zareagowała młodzież ukraińska przywołując postać Chodkiewicza – reakcja będąca miodem na serce każdego belfra, pamiętam ją do dzisiaj. Przewodnik był nieco zaskoczony i rozbawiony. Bez żadnego oporu przyznał rację, ale powiedział również, że historia jest narzędziem politycznym. Tego dnia wygrała jednak prawda historyczna a nie polityka.

Oczywiście jest naiwnością twierdzić, że w relacjach z innymi należy odwoływać się tylko do tego co łączy. Ludzie potrafią z sobą współpracować, ale potrafią też sobie podrzynać gardła. Rzeź na Wołyniu jest faktem i milczenie o niej byłoby zdradą ofiar. Stepan Bandera (1909-1959) nigdy nie będzie dobrym pomostem w relacjach polsko-ukraińskich, tak samo jak Jeremi Wiśniowiecki (1612-1651). Podczas moich licznych pobytów na Ukrainie rozmawiałem z polskimi świadkami rzezi wołyńskiej – tkwi jak zadra. Podobnie tkwi u potomków Zabużan, którzy mieszkają w Raciborzu, Gliwicach, czy Opolu. Mimo niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej udało się wypracować odległe od ideału, ale jednak raczej poprawne relacje z Niemcami. Podobnie trzeba zrobić z relacjami ukraińskim, Łatwo nie będzie, bo Ukraińcy to twardzi ludzie którzy walczą o przetrwanie biologiczne a a po wojnie będą naszymi konkurentami walczącymi o przetrwanie ekonomiczne. Mimo to wzajemnie się potrzebujemy, bo Moskwa istnieje.

Rozumiał to chyba generał Władysław Anders (1892-1970), który doprowadził w 1961 roku do odznaczenia Orderem Virtuti Militari Ukraińca Pawła Szandruka (1889-1979), dowódcy ukraińskich sił SS. Order otrzymał nie za współpracę z Niemcami, ale za męstwo podczas walk w polskim wojsku w czasie II wojny światowej. Nie jest to prosta historia, tak samo jak nie są proste relacje polsko-ukraińskie, z którymi trzeba się zmierzyć. Potrzebujemy inteligencji i wizji godnych następców zwycięzcy spod Monte Cassino.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button