Jak nie można się niczego prawdziwego dowiedzieć o Elektrowni Rybnik

Z Elektrownią Rybnik jest dziś trochę tak, jak z pogodą w górach: człowiek może mieć przed sobą oficjalną prognozę, może nawet mieć ją wydrukowaną na papierze kredowym, a mimo to za chwilę okazuje się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej
Jeszcze kilka tygodni temu Ministerstwo Aktywów Państwowych informowało, że blok nr 5 rybnickiej elektrowni zostanie wycofany z eksploatacji od 1 stycznia 2027 roku. Była to informacja oficjalna, wynikająca z odpowiedzi resortu na interpelacje poselskie. Tymczasem w nocy z 31 sierpnia na 1 września blok… przestał być eksploatowany. O tym, że ma się to stać właśnie wtedy, nie dowiedzieliśmy się jednak z żadnego komunikatu właściciela ani ministerstwa. Wiadomość przekazali nam nasi informatorzy. Dopiero później fakt ten potwierdził nam Ireneusz Oleksik z zakładowej Solidarności.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem, który jest znacznie poważniejszy niż sama data odstawienia jednego z ośmiu bloków. Nie chodzi bowiem o to, czy blok nr 5 powinien pracować do stycznia, sierpnia czy grudnia. Chodzi o elementarną rzecz: czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć mieszkańcom Rybnika, pracownikom Elektrowni i opinii publicznej, jaki właściwie jest plan wobec tego zakładu i kto ten plan ustala.
Jeszcze 6 tygodni temu – powołując się na odpowiedź Ministerstwa Aktywów Państwowych – media informowały, że blok nr 5 oraz blok nr 8 mają zostać wyłączone od 1 stycznia 2027 roku, natomiast bloki nr 6 i 7 od 1 kwietnia 2028 roku. Były to konkretne daty. Nie: w drugiej połowie roku, nie w najbliższych latach, lecz konkretne terminy. Cztery dni później PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna przedstawiła jednak inną wersję. W komunikacie z 28 lipca spółka poinformowała, że blok nr 5 zakończy pracę w drugiej połowie 2026 roku, blok nr 8 w 2027 roku, zaś bloki nr 6 i 7 w pierwszej połowie 2028 roku. Jednocześnie zastrzeżono, że harmonogram będzie podlegał bieżącej weryfikacji. Jak się okazało, ta druga połowa 2026 roku nastąpiła się dla bloku nr 5 już po miesiącu.
Oczywiście, można powiedzieć, że sytuacja się zmienia, że Elektrownia musi reagować na warunki rynkowe, potrzeby systemu, stan techniczny urządzeń i uruchamianie nowego bloku gazowo-parowego. Wszystko to prawda. Tylko że właśnie dlatego należałoby oczekiwać od właściciela i nadzorującego go państwa większej, a nie mniejszej przejrzystości. Jeżeli harmonogram został zmieniony, wystarczyło powiedzieć: zmieniliśmy harmonogram, oto dlaczego. Jeżeli decyzję o wcześniejszym odstawieniu bloku podjęto z powodów ekonomicznych albo technicznych, należało to wyjaśnić. Tymczasem dziennikarz najpierw otrzymuje od ministerstwa informację o styczniu 2027 roku, następnie od spółki ogólne zapewnienie o drugiej połowie 2026 roku, a ostatecznie o faktycznym wyłączeniu dowiaduje się od swoich źródeł.
Trudno w takiej sytuacji nie przypomnieć pytań, które wielokrotnie zadawał poseł Roman Fritz. Pytał on przedstawicieli rządu o rzecz, która w gruncie rzeczy nie wymagała rozbudowanych analiz ani wielostronicowych odpowiedzi. Pytał, czy umowa społeczna dotycząca transformacji sektora energetycznego będzie w przypadku Elektrowni Rybnik dotrzymana. Oczekiwał odpowiedzi prostej: tak albo nie. I właśnie takiej odpowiedzi nie otrzymał. Zamiast tego były harmonogramy, uwarunkowania, analizy, kwestie ekonomiczne, bezpieczeństwo energetyczne i informacje o nowych inwestycjach. Wszystko ważne, wszystko interesujące, ale nadal bez odpowiedzi na zasadnicze pytanie.
A przecież sprawa umowy społecznej nie jest jakimś pobocznym elementem tej historii. To właśnie ona stała się jednym z podstawowych punktów odniesienia dla pracowników i strony społecznej. Jeżeli państwo zawiera porozumienie, a następnie okazuje się, że rzeczywistość zaczyna się od niego różnić, obywatel ma prawo wiedzieć, dlaczego. Jeżeli natomiast państwo uważa, że określone zapisy nie mogą zostać zrealizowane, również powinno powiedzieć to otwarcie. Najgorszym rozwiązaniem jest pozostawienie wszystkich zainteresowanych w stanie permanentnej niepewności.
Dzisiaj w części węglowej Elektrowni Rybnik pracują trzy bloki: nr 6, 7 i 8, o łącznej mocy 675 MW. Blok nr 5, o mocy 225 MW, został właśnie wyłączony z eksploatacji. Nie oznacza to jeszcze fizycznej likwidacji jednostki, ale w praktyce kolejna część węglowej historii rybnickiego zakładu została zamknięta. Według ostatnich komunikatów PGE blok nr 8 ma zakończyć pracę w 2027 roku, a bloki nr 6 i 7 w pierwszej połowie 2028 roku. Oznacza to, że przy zachowaniu obecnego harmonogramu węglowa część Elektrowni Rybnik zakończy pracę przed rokiem 2030. Chyba.
I tu dochodzimy do sedna. Można być zwolennikiem węgla albo jego przeciwnikiem. Można uważać, że stare bloki są nieopłacalne i powinny zostać wyłączone, albo że powinny pracować tak długo, jak długo wymaga tego bezpieczeństwo energetyczne. Można popierać budowę nowego bloku gazowo-parowego i uważać ją za naturalną drogę rozwoju zakładu. Te spory są potrzebne. Nie ma jednak żadnego powodu, aby wraz z transformacją energetyczną transformacji podlegała również zasada udzielania informacji opinii publicznej.
Rybnik nie potrzebuje kolejnych półsłówek. Potrzebuje jasnego komunikatu: jaki jest ostateczny plan dla Elektrowni, jakie są rzeczywiste terminy odstawienia poszczególnych bloków, jakie znaczenie ma w tym wszystkim umowa społeczna i kto ponosi odpowiedzialność za jej wykonanie. Jeżeli plan został zmieniony – powiedzmy to. Jeżeli umowa społeczna ma być realizowana inaczej, niż pierwotnie zakładano – powiedzmy to. Jeżeli nie będzie realizowana – także powiedzmy to.
Bo dzisiaj wygląda to dość osobliwie. Ministerstwo mówiło o 1 stycznia 2027 roku. Spółka mówiła później o drugiej połowie 2026 roku. Blok wyłączono 31 sierpnia. O fakcie dowiedzieliśmy się od informatorów. Poseł od miesięcy prosi o odpowiedź tak albo nie i tej odpowiedzi nie otrzymuje. Związkowcy pytają o realizację umowy społecznej, a kolejne jednostki znikają z eksploatacji.



