Nieustanne pasmo sukcesów senatora z Rydułtów

Doszło do tego, że po czterdziestu latach wróciłem do skręcania papierosów
Przedtem nauczyli mnie tej sztuki niemieccy robotnicy z którymi pracowałem. Oni skręcali z obyczaju i wolnego wyboru – ja z przymusu, bo nie było mnie stać na normalne papierosy, co to kosztowały 4 DM, czyli dla mnie wtedy fortunę. No ale za to po powrocie nie dość, że miałem kasę, to jeszcze skręcałem najładniejsze blanty na podwórku i wszyscy mi tej umiejętności zazdrościli. A obecnie mnie nie stać na fajki we własnym kraju. Tytoń, z którego skręcam papierosy jest o 3 złote tańszy w… Szwajcarii. Na jedenaście opakowań wychodzi jedno gratis. I rodacy jadący do tego kraju, lub też przejeżdżający go tranzytem, na pytanie celników, czy przewożą tytoń, patrzą na nich z politowaniem. Teraz to raczej w drugą stronę! Jak to brzmi – nielegalne fajki przerzucane ze Szwajcarii…
…tymczasem w telewizorni i radiowym eterze pasmo samych sukcesów: że jesteśmy dwudziestą gospodarką świata, że wzrost gospodarczy większy niż u innych, że brak bezrobocia, że się rozwijamy, wszech panujący dostatek oraz dobrobyt itp. itd. Do tego wszystkiego Pan Premier zapowiada, że będzie to rok przełomowy. Ja całym sobą w to nie wątpię – przełamią nasze portfele. My tych obciążeń najnormalniej już nie wytrzymamy…
…przeanalizujmy jednak ten medialny sukces na przykładzie senatora Masłowskiego. Otóż tuż przed Świętami Bożego Narodzenia na chwilę aktywowałem swoje konto w mediach społecznościowych by złożyć moim znajomym życzenia. To była chwila, która trwała niespełna pół godziny, bo natrafiłem na posta właśnie naszego (rodem z Rydułtów) senatora. Zaprosił on do Rybnika swoją partyjną koleżankę w randze ministra. Główną atrakcją jej pobytu w naszym mieście było oprowadzenie jej przez Piotra Masłowskiego w roli gospodarza po zabytkowej Kopalni Ignacy. Kwintesencją tejże relacji były zachwyty nad tym jakim to cudem jest obecnie to miejsce dzięki działaniom naszych włodarzy. A mnie przed ekranem komputera krew zalała. Nie przypuszczałem, że potrafię się jeszcze tak wkurzyć. Musiało naprawdę dużo wody w Nacynie upłynąć (bez żółtych gumowych kaczek), bym doszedł do siebie. I kiedy przyszło otrzeźwienie z emocji, przyszła również refleksja. No bo co też nasz żuczek senator ma powiedzieć, jak nie twierdzić, że jest sukcesem wydanie kilkunastu milinów złotych na remont tego szybu, gdzie obecnie hula wiatr, jest stworzonych zaledwie kilka miejsc pracy i generuje koszty utrzymania, którymi obciążeni są wszyscy mieszkańcy Rybnika. Kuźwa sukces! A raczej fascynacja Misiem Barei do tego stopnia, że trzeba było go urealnić. Senator Masłowski urealniał w swej historii wiceprezydenta miasta kilka filmów. Na przykład Gremliny Spielberga, gdzie główną rolę odegrały nutrie (też w Nacynie), bo na nic się zdały wiele lat temu ostrzeżenia, że to gatunek inwazyjny i będzie problem. Nie. Miała być maskotka miasta. No i maskotki się rozmnożyły. Nie zapomnę również jak parę lat temu w trosce o starzejące się społeczeństwo, ludzi z siwym włosem, propagował sieć domów spokojnej starości. Na trzeźwą uwagę, że mało którego emeryta będzie na to stać (wtedy miesięczna opłata takiego pobytu oscylowała wokół kwoty 4000 zł – dziś około 7500 zł) z lekkością odparł, że ludzie w naszym regionie mają dobre emerytury.
Osobną kwestią jest jego zaangażowanie w walkę o czyste powietrze i ekologię. Tym sposobem zachwalał całym swoim autorytetem pompy ciepła oraz dotacje na nie. Dziś jakby nabrał w tej kwestii wody w usta (ciekawe czy z Nacyny z gumowymi kaczkami?)…
Przykładami tych sukcesów senatora Masłowskiego mógłbym Was zanudzić. A jednak wygrywa co rusz wybory, pnie się po szczeblach kariery politycznej, w 100licy buduje swoje zaplecze (o czym mówi otwartym tekstem). Co więcej! Jestem przekonany, że kolejne wybory też będą do niego należeć. Nawet gdy będzie stratował na urząd prezydenta miasta, bo jego formacja Trzecia Droga okazała się ślepą uliczką oraz dawcą organów. Zapytacie jak to możliwe? Bardzo prosto – będą na niego głosowali pracownicy zabytkowej Kopalni Ignacy. Wraz z rodzinami. Jak również członkowie wszystkich organizacji pozarządowych, stowarzyszeń, fundacji i cholera wie, czego jeszcze – organizacji hojnie dotowanych przez polskie państwo. Oni z rodzinami. A to już spore i zdyscyplinowane stadko wyborcze. Dotowane ofiary socjalizmu oddadzą swój głos na ofiarę socjalizmu. I kółeczko wzajemności się zamyka…
… Rybnik się wyludnia. Traci na wartości. Pustoszeje. Wystarczy zrobić sobie wycieczkę do choćby Knurowa, by zobaczyć kontrast między miastem, które się rozwija, a miastem, które umiera. I na zakończenie opowiem Wam jak sobie to wizualizuję:
W zaciszu prezydenckiego gabinetu, gdzie łagodnie szumi klimatyzacja, która zimą ogrzewa, a latem chłodzi, na grubej, miękkiej wykładzinie stoją dwie postacie. Niemo, z lekim uśmiechem spoglądają przez okno patrząc na miasto. Z gracją trzymają spodeczki filiżanek, niemal na opuszkach palcy, gdzie z ceramiki roztacza się delikatna woń świeżo zaparzonej przed chwilą przez sekretarkę kawy. Popijają niewielkimi łykami, delektując się. Cisza, błogość, spokój. Po chwili, nieśpiesznie, zadowolonym tonem odzywa się łagodnie jedna z postaci (nieważne która):
Ależ żeśmy, drogi Piotrze, to wszystko cudownie roz… budowali!



