Postrzelony dzwon Franciszkanów

Na mojej ulicy ktoś zdewastował starą kapliczkę. W tym samym czasie rozwalono jeszcze u moich franciszkanów skarbonkę, tuż przy wejściu, gdzie wrzucamy pieniądze za Gościa Niedzielnego lub dobrowolny datek za parafialną gazetkę
Akurat łącze ze sobą te dwa zdarzenia. Ale pragnę też zauważyć, że do takich rzeczy dochodziło zawsze – nie ma w tym niczego wyjątkowego. Nie mam też dobrych wieści – to będzie się działo również w przyszłości. Choć mam pełną świadomość, że jest to bardzo przykre i potrafi zbulwersować- zwłaszcza osoby starsze.
Wiele lat temu oglądałem pierwotny, pierwszy dzwon ufundowany przed wojną przez rybnickich Kolejarzy dla mojej parafii – kościoła potocznie zwanego Franciszkanami. On jest przestrzelony. Wycofujący się z miasta żołnierz Wehrmachtu strzelił do niego by już nigdy nie mógł wydobyć z siebie dźwięku. Często myślę o motywacjach, którymi się kierował ten niemiecki żołnierz. I coraz bardziej dochodzę do przekonania jakie to było autentycznie małe, puste, a zarazem jeszcze do tego żałosne. A już na pewno bezsilne. Na domiar wszystkiego ten wysokiej rangi idiota ryzykował własnym życiem, bo z otworu wlotowego pocisku widać, że mierzył z bliskiej odległości. Nie brał pod uwagę rykoszetu. Pewnie jego Anioł Stróż był nałogowym palaczem i obgryzał paznokcie. W każdym razie dzwonowi krzywdy nie wyrządził – ten służył jeszcze wiele lat wzywając na Mszę, wybijając upływające godziny, towarzysząc ludziom w ich ślubach, chrztach, pogrzebach. Zaprzyjaźniony ze mną ojciec franciszkanin mówił, że trzeba być specjalistą by usłyszeć lekko fałszywy ton bicia tego dzwonu. Tak więc Niemiec był na dodatek partaczem. Takim dogłębnie zapieczonym – co tu ukrywać – głupkiem.

Muszę przyznać, że od tamtego czasu, gdy było mi dane poznać historię dzwonu z mojego kościoła oraz namacalnie dotknąć jego rany – dziury po oddanym strzale – ja z równie lekkim przekąsem patrzę na tych wszystkich, którzy sarkają na Coś zwane Kościołem. Dokładnie tak jak postrzegam tego mało ogarniętego Niemca w mundurze. Szkody nam nie zrobią. To pewne. Wcale nie znaczy jednak, że wciąż nie będą próbowali. W swym uporze są niezmordowani – należy im przyznać. Ale to jest naprawdę bezgranicznie durne i lepiej nie wymagać tylko od siebie ażeby odpłacić im jedynie tym samym. Mamy własne, większe Westerplatte, bo być dobrym to coś więcej niż brzydzić się złem.
Więc nich Pan Jezus mi wybaczy, że modlę się za nich z nieukrywanym rozbawieniem. Jak za mało ogarniętych właśnie. Bo powtórzę jeszcze raz – nic nam, którzy JESTEŚMY KOŚCIOŁEM, nie zrobią. Proszę jedynie by mnie Pan Bóg strzegł bym nie modlił się za nich z politowaniem, bo wtedy mógłbym uważać się za lepszego. A nie jestem.
Bo wszyscy w swej ułomności jesteśmy Braćmi Mniejszymi. Zarówno ci, którzy budują, jak i tacy, którzy jedynie niszczą.
Ciężkie do objęcia, prawda? A ktoś obiecał, że będzie łatwo? …
Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą.
Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść.
Zamilknąć, gdy inni mówią.
Modlić się, gdy inni przeklinają.
Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić.
Przebaczyć, gdy inni nie potrafią.
Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą.Bł. Jerzy Popiełuszko


