Sprawdzona bezinteresowna młodość

W dwóch wydarzeniach z zeszłego tygodnia upatruję, że idzie nowe. Przynajmniej mam taką nadzieję
Pożegnaliśmy Ś+P Pana Posła Łukasza Litewkę. Dziwna śmierć młodego człowieka, przed którym było całe życie. Ceremonia pogrzebowa zgromadziła w kościele osoby, którym do kościoła jest dalej niż gdziekolwiek indziej. Interesująca była zwłaszcza pierwsza ławka. Czekałem na przekazanie sobie znaku pokoju z napięciem podobnym jak na meczu przy wykonywaniu rzutu karnego. Dobrze mi się na to patrzyło. Naprawdę.
Drugie wydarzenie to zbiórka Łatwoganga, który zebrał kwotę zapierającą dech w piersiach. Ale pomijając kwestię finansową pokazał, że w Polakach dalej coś drzemie. Wielu się to pewnie bardzo nie podoba, bo od dekad robią wszystko by Polacy to nie była jedność.
No dobra. Ale w czym widzę nowe? A raczej nowe – stare? W powracającym zapomnianym już terminie społecznika. W zamierzchłych czasach, gdy media nie były globalne, cyfrowe, szybkostrzelne, powierzchowne i zakłamane, to właśnie społecznicy robili kariery. Wpierw taki człowiek musiał się sprawdzić w swoim własnym środowisku robiąc rzeczy przyziemne, drobne i małe, co wcale nie znaczy, że nieistotne. To ta niewielka społeczność wokół windowała go na swojego lidera. Musiał się przez wiele lat w tym makrokosmosie na wyciągnięcie ręki po prostu sprawdzić. Innej drogi nie było.
Zarówno Ś+P Pan Łukasz jak i Łatwogang niczego nie udawali. To dwaj młodzi ludzie, którzy zrobili, co do nich należy. Nic więcej. Bez trąbienia przed sobą w medialne klaksony i trąby chwały o swojej wyjątkowości. To jednak wystarczy by przejrzeć. Taka naturalna postawa sama przez się obnaża uzurpatorów, którzy są po prostu szpetni. Zbudowani, wykreowani, wyreżyserowani, ugłaskani, a przez to sztuczni. Co więcej – oni sami uwierzyli w te swoje legendy. A kurtyna prędzej czy później zawsze opada, kiedy dorastamy do uznania, że sami chcieliśmy być okłamywani. Daj Boże, że podobnie jak z muzyką Boba Marleya, gdzie wszystko autentyczne i płynące z wnętrza, tak w naturalnej potrzebie czynienia dobra ludzie zobaczą, czego naprawdę nam wszystkim brakuje. W tym otaczającym nas świecie cyferek i nieprzerwanego handlu, wszystkiego kupna i wszystkiego sprzedaży, jest potrzeba jedna: potrzeba bezinteresowności. Pokój to nie brak wojny, ale harmonia między ludźmi, o którą wciąż należy się starać. Harmonia, jak właśnie choćby w muzyce Marleya, na którego (o czym mało kto wie i pamięta) było kilka zamachów, co nie przeszkodziło mu tworzyć dalej.
Grób Pana Łukasza niczego nie kończy. On pozostanie zwłaszcza w zbiorowej pamięci swojej najbliższej społeczności skąd wyrósł. I będzie to długa pamięć. Ta z tych do naśladowania. Łatwoganga będą chcieli przemielić na swoją modłę. Świat nastawiony na zysk nie lubi konkurencji i odszczepieńców. Inależy jednak przyznać, że wielu udało się przerobić. Oby się ostał takim jakim jest, czego życzę zwłaszcza młodej generacji, której chronicznie brakuje autorytetów.
Dlatego historie tych dwóch młodych ludzi stać się mogą forpocztą błogiej równowagi, której wszyscy, bez wyjątku, potrzebujemy.
Mam szczerą nadzieję.



