Tożsamość, czyli uśmiechnięty Rybnik z ubytkami

Oto Gerard Woźnica pseudonim Hardy – oficer Polskiego Państwa Podziemnego należący do GL PPS (socjalista) wchodzącej w skład Armii Krajowej, kawaler orderu wojennego Virtuti Militari, dowódca oddziału Surowiec – absolutna legenda uważany za najwybitniejszego dowódcę partyzanckiego podczas II wojny
Kilkadziesiąt potyczek i bitw z Niemcami, z których do największego wyczynu należało zajęcie całego miasta Wolbrom, gdzie stacjonowało (uwaga!)… ośmiuset żołnierzy wroga. Celem były magazyny Wehrmachtu i po tym rajdzie, nie mającym precedensu w historii działań zbrojnych, on jeszcze tymi zdobyczami podzielił się z innymi oddziałami. Młodzi ludzie lgnęli pod komendanta Hardego, bo większość akcji bojowych kończyło się meldunkiem:
Bez strat własnych.
Po wojnie – jak większość chłopców i dziewcząt z AK – gnojony przez komunę; podczas brutalnych przesłuchań całość brał na siebie by znów chronić swoich podkomendnych.
Gerard Woźnica był Bohaterem i… Rybniczaninem. Urodził się w Jejkowicach, szkołę kończył na Wielopolu, praktykował jako młody człowiek w rybnickich urzędach. Rybnik Go ukształtował. A dziś w jego rodzinnym mieście nie uświadczysz niczego, co by Go upamiętniało…
…mamy natomiast… no właśnie – co mamy? Był okres, kiedy o nazwach decydował przede wszystkim Piotr Masłowski – wiceprezydent o zacięciu literackim. To się odbyło mniej więcej w taki oto sposób – przy popołudniowej kawie siedzi małżeństwo, na stole wśród ciasteczek i filiżanek otwarty skoroszyt, nad nim pochylony nisko wice, co rusz skrobie się po głowie, panuje napięcie, choć bez nerwowości oraz żarliwa dyskusja:
–A może rondo Leokadia? – rzuca mąż
–Chyba zbyt pretensjonalne – odpowiada żona
–Może Bronisława Geremka?
-Za skromne – odparowuje żona
Burza mózgów trwa dłużej, padają różne propozycje, by w końcu mąż wykrzyczał:
-Mam! Rondo Topolczany!
-Jaki ty mądry jesteś Piotrek; dumna z ciebie jestem – stwierdza żona cała wiotczejąc.
No i mamy w ścisłym centrum nader oryginalną nazwę. Swoją drogą nazwa Rondo Ni Z Gruszki Ni Z Pietruszki chyba by bardziej pasowała. Albo z samej pietruszki, czyli Rondo Nać. Byłoby zabawniej w tym całym uśmiechniętym, frywolnym Rybniku.
O uśmiechniętym charakterze rybnickiej tzw elity niech świadczy nazwa placyku przy Teatrze obecnie imienia Kazimierza Kutza – człowieka w ogóle niezwiązanego z Ziemią Rybnicką, niczym dla tego regionu nie zasłużonego. Jedynie spożywał banany na przygłupawym antyrasistowskim heppeningu wraz z młodym Łukaszem Kohutem (wtedy w szeregach Palikota), który został wtedy jego protegowanym – kanapowy Ślązak z Warszawy został mentorem przyszłego kanapowego Ślązaka z Brukseli. Jeden uważał, że śląskość to dupowatość, a drugi młodszy mu dziś wtóruje, bo wszystkich robi obecnie za błozna. Po śmierci tego pierwszego ten drugi poczuł się zobligowany i przeforsował patronat reżysera placu bezpośrednio pod TZR. Sprawiedliwości należy jednak oddać, że tym sposobem w swym życiorysie Kohut był jedyny raz lojalny. Szacun!
Powyższy cyrk nie miałby miejsca gdyby nie akceptacja Piotra Kuczery – kanapowego prezydenta zarządzającego miastem z klimatyzowanego gabinetu (tutaj o zezwolenie załączenia klimy pyta się Borysa Budkę). Stąd pomysły rzeźby burmistrza Otto Günthera, gdzie argumentem za upamiętnieniem tego Niemca było, że za jego czasów powstała Bazylika Antoniego. Oczywiście. A jakże! Zwłaszcza, że był protestantem i z Niemiec ściągał nauczycieli by tworzyć ewangelickie szkoły. Ale tak to właśnie się dzieje jak historię się czerpie z podręczników do gimnazjum lub Wikipedii nie poprzedzając swych decyzji rzetelnymi badaniami historyków. Widocznie historia braku konsultacji z etologami i wypuszczenie do Nacyny nutrii jako maskotki niczego nie nauczyła. Jak już jesteśmy przy Nacynie, to po nagłej śmierci Wojtka Studenta padła propozycja by z uwagi na jego miłość do jednośladów nazwać drogę rowerową właśnie nad rzeką jego imieniem. Przepadło – mamy (kuźwa)… Bulwary nad Nacyną. Dziś myślę, że panowie po prostu nie lubią konkurencji. Nawet gdy dotyczy to zmarłych, i nawet, gdy dotyczy to własnych kolegów. Litościwy Boże dziękuję, że mam innych!
Koleżanek jednak ze szkoły się nie wybiera. Mam taką, która też była protegowaną Kutza, potem zrobiła karierę u naczelnego Michnika. Obecnie jest derektorzyną w Publicznej Bibliotece. Charakteryzuje ją takie swoiste ADHD w cenzorskich zapędach. Środowisko Gazety Wyborczej ma sukces nie do odmówienia polegający na wciśnięciu ludziom w średnim wieku poczucia niższości. Efekt lansowanej nieustannie przez lata narodowej pedagogiki wstydu. Przy czym ten największy sukces stał się też największą porażką, bo dzieci tych ludzi zaczęły biegać w koszulkach z symbolami Polski Walczącej. Aleksandro Klich – przegraliście. Tylko, że nie potraficie się do tego przyznać, bo w ogóle nie potraficie przegrywać. I tym sposobem od pokoleń z uporem maniaków walczycie z Polskim Duchem.
Kolegów z zespołu rockowego też się nie wybiera. Z całym szacunkiem dyrektorze M. Wojaczku, ale jak widzę na afiszach teatralnych tylko nazwiska wątpliwych przyjaciół wątpliwego aktora Macieja Stuhra z TVN-u, to rzygam dalej niż widzę. Trzy postacie, które doprowadziły, że to UM Rybnik liczył się z TZR (i to za komuny), a nie na odwrót: Dyrektor Krystyna Piasecka, Dyrektor Wojciech Bronowski, Pan Czesław Gawlik. Może zawalczysz by plac pod Teatrem przestał nosić imię człowieka, który nic tutaj nie zrobił, ale z apetytem jadł banany, a przybrał imię choćby jednego z tych wymienionych oraz wielce zasłużonych Ludzi Rybnickiej Kultury? Tym sposobem może spoowdujesz, by relacje z włodarzami znów obrały właściwy kierunek.
No dobra. Czemu ja o tym piszę? Bo mamy do czynienia z Kulturkampf w Rybniku. Pozornie frywolnym kształtowaniem elity miasta, która już jest bez tożsamości. Nie ma o czym z tymi ludźmi rozmawiać. Rzeźbienie nowego człowieka bez korzeni. Są tego już efekty – choćby w postaci wieloletniego asystenta europosła Kohuta. Tutaj zaszła katastrofa wszelkich wartości. Ja nie chcę by tacy ludzie stanowili szpicę Mojego Miasta.
W Dzień Wojska Polskiego oddaję hołd rybnickim Bohaterom – mamy ich bez liku. A ja uważam, że Ich pamięć jest dalej gnojona. Tak to widzę i tak właśnie uważam.
I wybaczycie mi, moi Szanowni Przodkowie, mój skromny wkład. Nie potrafię walczyć z karabinem, ale to właśnie Wam zawdzięczam, że nie muszę – moim orężem pióro, na dodatek z lichą stalówką.




Hehehe, Piotrowski zamiast pozytywnie przipomnieć Hardego a inkszych, to wiyncyj szrajbnył, czy bardzij wyrzigoł szpetnie o tych kierzi mu się nie podobajom…
Żal.pl
Gal Anonim. Jo cołki sie chyla jak kieremu je gańba własnego nazwiska. To je richtig szpetny widok jak sie samemu obrzigo.
Woznica nie urodził się w Jejkowicach ino w Jankowicach. I niech se tam w tym Jankowicach nadają nazwa ulicy jego nazwiskiem abo przydomkiem.
Urodził się w 1917 roku a po 1939 roku już w rybnickie strony nie wrocil ino świadomie z wyboru po wojnie osiedlił się w jakichs gorolowicach.
A więc po co w Rybniku mo być jakiś plac Hardego co z miastem wiela wspolnego ni miol i nic do miasta nie tworzył. Poza tym to ciagla gloryfikacja przegrywu wojny. AK-owcy nic
nie wygrali ale wszystko przegrali.
Za to brakuje pomnika poległych ofiar miasta z I i II WŚ. Tych mieszkańców Rybnika żodyn nie szanuje. Bo zginęli w „złej” armii.
Dyć. Proponuja jeszcze pomniki dla tych „prawdziwych ślązoków”, co własnych sąsiadów wydawali, a potem ich np niemieckie ziomy żywcem wrzucali do Szybu Reden. To ci dla kierych Śląsk to dalej „Meine Heimat”- ich, i ich dzieci.
Rybnickie AK było jednym z najbardziej aktywnych inspektoratów. Widocznie nic nie było czytane…
Gorolowice padosz… to inkszej zapytom- polegli na KWK Wujek byli tyż gorolami?
Ps
Z miejscem urodzenia Gerarda Woźnicy zwykła literówka. Resztę życia po wojnie spędził w Poronienie. Hardy (nomen omen) naród Podhalańczyków poznał się na hardym Ślązaku całego akceptując. Swój poznał swego choć tamten godoł yno po Śląsku. Jedność twardości charakteru …
(termin charakter można odnaleźć i przysposobić sobie w przeglądarce Google).
Dyć. Proponuja jeszcze pomniki dla tych „prawdziwych ślązoków”, co własnych sąsiadów wydawali, a potem ich np niemieckie ziomy żywcem wrzucali do Szybu Reden. To ci dla kierych Śląsk to dalej „Meine Heimat”- ich, i ich dzieci.
Rybnickie AK było jednym z najbardziej aktywnych inspektoratów. Widocznie nic nie było czytane…
Gorolowice padosz… to inkszej zapytom- polegli na KWK Wujek byli tyż gorolami?
Ps
Z miejscem urodzenia Gerarda Woźnicy zwykła literówka. Resztę życia po wojnie spędził w Poronienie. Hardy (nomen omen) naród Podhalańczyków poznał się na hardym Ślązaku całego akceptując. Swój poznał swego choć tamten godoł yno po Śląsku. Jedność twardości charakteru …
(termin charakter można odnaleźć i przysposobić sobie w przeglądarce Google).