Kiełbasa wyborcza dla niebinarnych wegetarian z Izraela

W jednej z sieci sklepów jest do nabycia Szynka od Szwagra. Szwagier nie mój, ale najprawdopodobniej polski Niemiec, gdyż dyskont należy do nacji zza Odry
Całe szczęście, że ten wyrób nie nazywa się Szynka ze Szwagra, bo z tymi Niemcami to do końca nigdy nie wiadomo. Ostatnio natknąłem się na Słoninę Bohuna i myślę sobie, że – ażeby nie drażnić już i tak bardzo biednych i nękanych tych wszystkich Ukraińców w naszym kraju – powinno się to nazywać Szpek Buhaja. Perwersja totalna, ale marszałek Czarzasty byłby w pełni usatysfakcjonowany.
Gdy robię zakupy u mojego rzeźnika i pytam zaprzyjaźnioną Ewę..
Co to?
…a ona mi zwyczajnie odpowiada…
Szynka w ziołach.
..to jestem normalnie zblazowany oraz niemalże znudzony. Żadnych fajerwerków w nazewnictwie jak to ma miejsce w marketach. Przyjmując bowiem ogólny trend powinien ten produkt nazywać się Szynka Zielarki. Podkreśliłbym jeszcze ekologiczne pochodzenie i pełna nazwa powinna brzmieć Szynka Zielarki z Podkarpacia. Albo pójść w kontekst religijny – Zielna Szynka Ostrobramska. W okresie świąt wielkanocnych miałaby ogromny popyt – niestety tylko wśród katolików. A gdyby tak pokusić się na ekumenizm kulinarny i nazwać to Niezłe Ziółko – Koszerna Szynka Ostrobramska? Chyba nie, bo co niektórzy są przewrażliwieni i zahaczyłoby im o antysemityzm. Dlatego tym bardziej nie szedłbym w stronę nazwy tej wspomnianej na początku sieciówki w brzmieniu: Ziołowa Szynka Szwagra Starszego w Wierze, bo to by było już za bardzo protestanckie.
Natknąłem się niedawno na Mortadelę Doktorską. Pierwszą myślą było pytanie w głowie, czy jest finansowana z NFZ. Ale potem stwierdziłem, że to najprawdopodobniej dla smakoszy o zacięciu intelektualnym. Przepis prosty: mortadelę w cienkie plastry, ułożyć na srebrną paterę, do tego lampka koniaczku, wygodny fotel i lektura wybranych myśli Adama Michnika. I już elita. Swoją drogą, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł wypuszczenia na rynek Kiełbasy Wyborczej zawijanej w świeżą Gazetę Wyborczą. Może by zainicjować pomysł takiej budżetowej stołówki z tym ideałem potrawy koszernej w Rybnickiej Bibliotece? Pomysł o tyle trafiony, że jest tam dyrektorem… o pardon: derektorzyną… była naczelna Wysokich Obcasów (kolorowy dodatek GW) i żadnych innych periodyków tam nie uświadczysz więc pewnie mają pełno zwrotów.
A gdyby tak w nazwach wędlin sięgnąć dokonań polskiej kinematografii… Druga część Psów w reżyserii Pasikowskiego miała pełną nazwę: Psy 2 – Ostatnia krew. W sam raz na nazwę kaszanki. Chińczycy byliby zachwyceni.
Jest jeszcze Salami Piastowskie dla pasjonatów historii krytycznych wobec dynasti Jagiellonów, Mielonka Tyrolska (nawet dziecko wie, że cały Tyrol się tym zajada od świtu do zmierzchu), Salami Bumerang wątpię czy aby z kangura, ale w Sidney nie spożywają niczego innego, Szynka Bankietowa w sam raz do ciepłej wódeczki na dancingu w sanatorium, Pastrami Cygańskie Luz – graj ślepy Cyganie, graj na luzie, Szynka Gosposi – w wersji eksportowej o nazwie Polish Babysitter Ham, Biodrówka z Chłopskiej Zagrody, która już niedługo po modernizacji rolnictwa brzmieć będzie Biodrówka z Dopłat Bezpośrednich – obowiązkowo pakowana we flagi UE, Schab Benedykta, ale nie sprecyzowane akurat, którego (znów tylko dla katoli, bo wiadomo – państwo wyznaniowe), Pieczeń Szlachetna szlachetnie urodzona, ale niestety z o wiele mniej szlachetnym finałem, Schab z Kotła – certyfikowany kocioł V Klasy Eko dotowany z rządowego programu Czyste Powietrze (niska emisyjność wzdęć) itd itp…
Jeżeli myślicie, że ta porąbana terminologia dotyczy tylko branży wędliniarskiej lub w ogóle spożywki, to jesteście w głębokim błędzie. Ostatnio w markecie kupiłem trójpak bokserek męskich. Naprawdę przyjemna w dotyku, dobra gatunkowo bawełna, ładna kolorystyka, zgrabny krój, no i przystępna cena. Wróciłem do domu, rozpakowałem, wrzuciłem do pralki, bo jakoś z tej chemii nie chciałem być w tych okolicach pofarbowany w chińskie smoki i dopiero po praniu zwróciłem uwagę na naszytą etykietkę od frontu. Napisane było:
RETRO.
No kurde jak facetowi w moim wieku można coś takiego robić?! Czy moja własna bielizna musi mi o czymś boleśnie przypominać? I jeżeli czytające powyższe męskie rozterki Kobiety (płci przeciwnej) będą udawać, że nie wiedzą o co mi chodzi, to proszę sobie wyobrazić, że na dwuczęściowym bikini zakupionym na wakacyjne plaże napisane byłoby na metce Archaizm. Tylko dlatego, że jakiemuś Hindusowi szyjącemu te kostiumy, z archipelagiem się kojarzyło.
No to teraz mniej więcej wiecie jak się czułem. Od razu wziąłem żyletkę i wyprułem.



