Rybnik PO 2050

Donald Trump co rusz powraca do pomysłu aneksji Grenlandii. A gdybyśmy tak w Rybniku pomyśleli o zajęciu Rydułtów? I jeszcze nieopodal leżącego Pszowa. Tam, podobnie jak u nas, nic się nie dzieje
Więc mielibyśmy szansę na stworzenie dużej Aglomeracji Nic Nie Dziania. W dodatku jest tam nieczynna Kopalnia Anna, którą by można przerobić na filię Zabytkowej Kopalni Ignacy. Można by je nawet połączyć pod ziemią. Z czynnej Kopalni Rydułtowy też by można zrobić kopalnie zabytkową, a z górników kustoszy – niech ryją od Zabytkowej Kopalni Ignacy do Kopalni Anna.
Referendum w Krakowie zatrzymało nieco pomysł utworzenia i u nas Strefy Czystego Transportu. Ja jednak apeluję o konsekwencję w prowadzeniu tego epokowego pomysłu. Wyłączenie ścisłego centrum z ruchu kołowego zamorduje usługowy charakter Rybnika. Taka Plaza czy Focus splajtują i nie dadzą rady nawet żydowscy oraz ukraińscy właściciele. No i będą epne pustostany. Jak już jesteśmy przy muzealnictwie – ulubionym temacie naszych włodarzy i radnych. Ja bym w Plazie proponował na wzór miasta Wisły, gdzie mają skocznie imienia żyjącego Adama Małysza, stworzenie Muzeum Czynu Łukasza Kohuta. Skansen wiatru. Jakby kto miał nieuzasadnione wąty, to zawsze można twierdzić, że to sztuka nowoczesna. Dotychczasowe doświadczenia z działalności Galerii Rzeczna okazać się tutaj mogą bezcenne. Noc muzeów. Ciemna noc.
Nie jest tajemnicą, że prezydent Kuczera przyjaźni się z prezydentem Trzaskowskim. Ten drugi ma niewątpliwy sukces swojego zarządzania 100-licą: kładkę rowerową nad Wisłą. A gdyby tak kładkę nad Nacyną? Ale wzdłuż. Do Zalewu, przy samej tamie rondo (a jakże!), i powrót, ale tym razem rzeką Rudą. Cóż za wspaniała ścieżka rowerowa i edukacyjna! Można by oznakować całość niezliczoną ilością tabliczek z ośmioma gwiazdkami, a wokół mogłoby pływać dziesiątki tysięcy gumowych kaczek spuszczonych przez senatora Masłowskiego. Do obsługi tego przedsięwzięcia można powołać kolejne stowarzyszenia, fundacje lub organizacje pozarządowe, hojnie jednak przez rząd dotowane. Grono wiernych (choć zależnych) wyborców wraz z rodzinami znów się powiększy – kolejne wybory w kieszeni!
Jak już jesteśmy w okolicach Zalewu Rybnickiego, to chciałbym zauważyć, że brakuje nam jednej elektrowni. Mamy już węglową, aktualnie buduje się gazowa – do kompletu brak atomu. Wtedy idea Rybnickiego Okręgu Wodorowego nabrałaby pełni sensu. Możemy odkupić tanio od Ukraińców. A choćby nieco zdefektowany Czernobyl – mechanicy na Wawoku nie takie rzęchy stawiają na nogi. Widziałbym jeszcze na Zalewie używany lotniskowiec. Ten możemy też odkupić – lekko bity, mało używany. Mechanicy z Wawoka nie musieliby naprawiać, bo on byłby tylko zwodowany wśród tych żółtych kaczek. Przenieść można z Łasku eskadrę F35 – będą latać ćwiczebnie ze Stodół do Gotartowic. Realne oszczędności. Przy okazji moglibyśmy zbombardować Wodzisław.
Pośmialiście się? To dobrze. Śmiech to zdrowie. No bo też są to tego typu pomysły. Nie tylko te powyżej.
Pozostańmy jednak przy tematyce lotniczej. Ten pasażerski samolot od wielu lat leci na autopilocie, bez konkretnie obranego kursu, za sterami siedzą niedoświadczeni piloci bez wymaganych wylatanych godzin, bez koncepcji i umiejętności, lecą bo lecą, zaczyna brakować paliwa, i samolot łagodnie choć systematycznie opada w dół. Mają pełną świadomość nieuchronnej katastrofy i dlatego raczą pasażerów frywolną, skoczną muzyczką, wciąż bardziej tandetnymi filmami i fast foodem. Działa to zwłaszcza na pasażerów z prowincji dla których to grupowe kamikadze jawi się luksusem. Cicho, wygodnie i przyjemnie. Realia jednak są takie, że tylko załoga posiada spadochrony – nieudaczni piloci i usłużne, urzędnicze stewardesy obojga płci. Reszta straci wszystko – nie tylko dochód.
W latach komuny każdy wyjeżdżający na Zachód doznawał oszołomienia. W myśl tekstu Kazika:
…Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony…
(Kult, Arahja)
Dziś Rybniczanie nie muszą wyjeżdżać daleko, choćby do RFN, by doznać szoku poznawczego. Wystarczy te kilka kilometrów do sąsiedniego Knurowa, gdzie gęsto od ludzi na ulicach, w sklepach, w kawiarniach, gdzie buduje się nowe apartamentowce i hale fabryczne. Po powrocie do nieszczęsnego miasta Rybnika każdy zauważy zionącą pustkę, wyludnienie, dominujący siwy włos, grozę widoku użytkowych pustostanów od Rynku w górę i zaduch morowego powietrza, bo coś tutaj zaczęło dawno gnić i pomór powodowany zarazą oraz impotencja wobec ryzyka śmiałych decyzji jest już widoczna gołym okiem.
Przestaliście się śmiać? Ja też. Już dawno.



