Cicha mobilizacja na Śląsku? Ujawniamy niepokojący dokument ze szpitala

Gdy strach staje się narzędziem zarządzania. Trafił do nas dokument, który wywołał ogromne poruszenie wśród pracowników ochrony zdrowia
Chodzi o wewnętrzną korespondencję z Rudy Śląskiej dotyczącą przygotowań szpitala na wypadek mobilizacji i wojny. Sam fakt tworzenia procedur kryzysowych nie powinien dziwić. Niepokój budzi jednak język dokumentu, sposób działania oraz atmosfera nacisku, jaka wyłania się z ujawnionych zapisów.
W piśmie dotyczącym personelu medycznego pojawia się kwestia tworzenia list pracowników przeznaczonych do wyłączenia od pełnienia czynnej służby wojskowej oraz zabezpieczenia pracy szpitala i tzw. Zastępczych Miejsc Szpitalnych. Największe emocje wywołuje jednak fragment mówiący, że osoby niewpisane na listę mogą zostać wysłane na front w każde miejsce w Polsce.
Jeżeli takie sformułowanie rzeczywiście znalazło się w oficjalnym obiegu, pojawia się pytanie: czy mamy do czynienia z odpowiedzialnym zarządzaniem kryzysowym, czy z próbą wywierania presji na personel medyczny?
Lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i położne od lat pracują ponad siły. To grupa zawodowa przeciążona, chronicznie niedofinansowana i często wypalona przez niewydolny system ochrony zdrowia. W demokratycznym państwie prawa nie można budować procedur bezpieczeństwa na niedomówieniach, sugestiach i atmosferze strachu – przekazał nam jeden z naszych informatorów
Jeżeli istnieją przepisy dotyczące mobilizacji personelu medycznego, powinny być jawne, jednoznaczne i komunikowane w sposób transparentny. Każdy pracownik ochrony zdrowia ma prawo wiedzieć:
- jakie dane są o nim zbierane,
- kto je przetwarza,
- na jakiej podstawie prawnej,
- do czego zostaną wykorzystane,
- jakie przysługują mu prawa ochronne i odwoławcze.
Tymczasem z ujawnionych informacji wyłania się obraz chaosu, improwizacji i administracyjnej samowoli.
Polska służba zdrowia od lat funkcjonuje na granicy wydolności. Brakuje lekarzy, pielęgniarek i ratowników. Oddziały są przepełnione, a kolejki do specjalistów wydłużają się z roku na rok. W takich realiach państwo powinno wzmacniać zaufanie personelu do instytucji publicznych, a nie tworzyć atmosferę niepewności. Tymczasem pojawiają się sygnały o sporządzaniu list, selekcji pracowników i narracji dotyczącej „frontu”. To nie tylko moralnie wątpliwe. To również skrajnie nieodpowiedzialne, ponieważ niszczy zaufanie do państwa i jego instytucji – skomentował jeden z lokalnych medyków
Sprawą zajął się poseł Roman Fritz, który skomentował dokument:
Tam jest taki fajny casus w punkcie trzecim tego pisma, że osoby, które nie zostaną wpisane na listę tę podaną przez szefów oddziałów szpitalnych oraz nie zostaną wyłączone z pełnienia czynnej służby wojskowej, mogą zostać wysłane na front w każde miejsce w Polsce. To, że akurat w Rudzie Śląskiej wyszło to na jaw, to jest ta 'felix culpa’, ta błogosławiona wina, ponieważ z tego, co do mnie dochodzi, w wielu miejscach w Polsce są te rzeczy, mówiąc kolokwialnie, załatwiane 'na gębę’, bez śladów w wersji pisemnej – skomentował sprawę poseł Fritz
Potrzebne natychmiastowe wyjaśnienia
Jeśli dokument jest autentyczny, opinia publiczna ma prawo domagać się odpowiedzi na fundamentalne pytania:
- kto wydał takie polecenia,
- na jakiej podstawie prawnej działał szpital,
- czy podobne instrukcje trafiły do innych placówek w Polsce,
- czy wiedziało o tym Ministerstwo Obrony Narodowej,
- czy działania były konsultowane z Ministerstwo Zdrowia.
Nie można tej sprawy zamknąć urzędowym komunikatem ani milczeniem. Dotyczy ona granic władzy administracyjnej, praw pracowniczych i bezpieczeństwa obywateli.
Najgorszy scenariusz? Normalizacja bezprawia
Najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że taki dokument mógł powstać. Najbardziej niebezpieczne byłoby uznanie go za coś normalnego. Bo wtedy oznaczałoby to, że gdzieś w cieniu urzędów i gabinetów powstaje model państwa, w którym obywatela najpierw się nie informuje, później wpisuje na listę, a na końcu straszy konsekwencjami. Tak nie działa nowoczesne państwo prawa. Tak działa system, który zapomina, że instytucje publiczne mają służyć obywatelom, a nie nimi zarządzać poprzez strach – dodaje nasz informator


