Historia

Gdzie jest ciało? Żona: spaliłam zwłoki męża w kominku. Resztę wyrzuciłam na śmietnik

Makabryczna zbrodnia w Rudach. Sprawa Henryka M., bogatego biznesmena, po dwudziestu jeden latach wciąż budzi grozę i stawia pytania bez odpowiedzi

Jego ciało – jeśli w ogóle w całości istnieje – nigdy nie zostało odnalezione. Według zeznań żony, Gabrieli M., mężczyzna został pocięty na kawałki, a część zwłok spalona w domowym kominku. Resztę, jak twierdziła kobieta, wywiozła do śmietników w Rybniku.

8 maja 2005 roku. To wtedy dochodzi do dramatycznych wydarzeń. Wieczorem trwa impreza w luksusowej willi małżeństwa. Późną nocą, już formalnie następnego dnia, Henryk M. zasypia nietrzeźwy na fotelu. Gabriela M. schodzi do piwnicy, gdzie mąż przechowuje broń myśliwską. Z bronią w ręku wraca na górę i oddaje strzał w głowę męża. Henryk M. ginie na miejscu.

Ale o tym nikt nie wie.

Córka widziała ojca po raz ostatni 8 maja w rodzinnej willi. Kilka dni później żona, Gabriela M., poinformowała rodzinę, że mąż został porwany. 18 maja do domu M. przybyli ludzie detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Powiadomiła ich córka biznesmena. Dzień wcześniej pojechała w tym celu do Łodzi, podobno zapłaciła znanemu detektywowi 120 000 zł – równowartość 50 przeciętnych miesięcznych pensji. To pierwsza zawrotna suma w tej opowieści. Ale nie ostatnia.

Teraz znika też Gabriela. 19 maja umówiła się wprawdzie na spotkanie w Wiśle z Rutkowskim i córką Henryka M., lecz nie przyjechała. Ale historia o porwaniu nadal wydaje się wiarygodna, tym bardziej, że żona podała sumę: według jej informacji porywacze żądają okupu w wysokości 10 mln zł. I to jest suma druga.

Henryk M. był prezesem firmy w Knurowie – dużej i dobrze prosperującej – zajmującej się składowaniem odpadów. Przeszukanie willi przez pracowników Rutkowskiego ujawniło pod panelami ślady krwi oraz fragment spalonego koca. Córka biznesmena zauważyła też, że po 8 maja w pokoju gościnnym wiele się zmieniło: ściany zostały odmalowane, wymieniono dywan i kanapę. Detektyw Rutkowski najprawdopodobniej domyślił się, że w domu mogło dojść do zbrodni. Ale policja została oficjalnie powiadomiona o zaginięciu Henryka i Gabrieli dopiero 20 maja.

Dzień później – 21 maja – policjanci odnajdują samochód zaginionego biznesmena. Stoi zaparkowany w Zabrzu. Tak naprawdę funkcjonariusze tamtejszej policji zauważyli go już 8 dni wcześniej, ale samochód nie widniał w żadnej bazie jako skradziony, więc nie przywiązali do tego większej wagi. Tego samego dnia mundurowi odnajdują również mercedesa Gabrieli M. w Katowicach. W tym samym czasie świadek zgłasza, że widział kobietę na katowickim dworcu kolejowym. Śledczy uważnie badają ten trop i mają szczęście: okazuje się, że kobieta zostawiła bagaż w kolejowej przechowalni. Policjanci wyciągają ze skrytki sportową torbę obwiązaną taśmą. W środku znajdują banknoty.

Wkrótce ustalają, że Gabriela M. kontaktowała się ze wspólnikami męża i, opowiadając im o rzekomym porwaniu, wyłudziła od nich blisko 700 tys. zł, które ukryła na dworcu. To w tamtym czasie zawrotna suma, można za nią kupić dwa luksusowe domy. I to jest suma trzecia.

Śledczy nie zasypiają gruszek w popiele. Od tego momentu Gabriela M. jest poszukiwana listem gończym. W wersję o porwaniu nikt już nie wierzy.

29 maja policja ustala, że kobieta przebywa w Kuźni Raciborskiej. Dwa dni później, 31 maja rano, zatrzymują ją w budynku niedaleko tartaku. Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Raciborzu nakłada na nią tymczasowy areszt pod zarzutem zabójstwa, przywłaszczenia 660 tys. zł i próby wyłudzenia 10 mln zł. Wkrótce kobieta przyznaje się do zabójstwa męża i szczegółowo opisuje, jak pozbywa się ciała prawie stukilogramowego mężczyzny:

Kiedy postanowiła pozbyć się ciała, zaczęła cięcie zwłok na kanapie. Zbyt tępy nóż zmusza ją do szybkiego zakupu piły łańcuchowej i noża rzeźnickiego. Przez cały dzień tnie ciało, a następnie przez dwa dni spala je w kominku. Fragmenty, które nie poddały się ogniowi, Gabriela M. pakuje do reklamówek i wywozi do śmietników w Rybniku. W międzyczasie gruntownie sprząta mieszkanie, wymienia dywany i meble, a nawet spala kanapę, na której ćwiartowała męża – mówili wówczas śledczy w oficjalnych wiadomościach dla prasy

Śledczy badają każdy szczegół: kominek, ślady krwi, a także wskazane przez kobietę miejsce, gdzie miała wyrzucić nóż i piłę. Próby uzyskania ludzkiego DNA na narzędziach kończą się fiaskiem. Odłamek kości znaleziony w domu potwierdza jedynie tożsamość ofiary.

30 czerwca prokurator kieruje akt oskarżenia do sądu. Gabrieli M. grozi dożywocie. Jednak dramat przybiera kolejny, mroczny wymiar – 24 lipca 2005 roku strażnicy w katowickim areszcie odnajdują ciało kobiety. Powiesiła się na prześcieradle. Prokurator umarza śledztwo.

Do dziś szczątki Henryka M. nie zostały odnalezione. Po tajemniczym morderstwie w Rudach pozostała jedynie okazała willa i mnóstwo niewyjaśnionych pytań: między innymi o niejasne powiązania biznesowe Henryka M. w branży górniczej.

Gdzie jest ciało Henryka M.? Czy kiedykolwiek zostanie odnalezione? Pytań jest więcej niż odpowiedzi, a cień tej zbrodni wciąż kładzie się nad Rudami.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button