Historia

Muszę zastąpić ojca

Dwudziesta dziewiąta część wspomnień Ideały cielęcych lat. Obrazki z dzieciństwa w Jankowicach Rybnickich. To maszynopis Jana Paszendy z 1952 roku, który przeleżał dekady w domowych zakamarkach, by w końcu ukazać się Czytelnikom. To nie tylko nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa na Górnym Śląsku w początkach XX wieku, ale też bezcenny obraz codzienności u schyłku epoki pruskiej

Nadszedł rok 1918. Minęły trzy lata od śmierci ojca. W szkole rozpocząłem już ostatni rok obowiązkowej nauki. Trzynasta wiosna była już poza mną. Gdy po letnich feriach przyszliśmy do szkoły, kierownik jej ogłosił nam bardzo miłą nowinę, że władze szkolne zgadzają się na zwolnienie ze szkoły tych dzieci, które konieczne są w domu, w terminie wcześniejszym niż to przepisy przewidywały.

– Kto chce być wcześniej zwolnionym ze szkoły, niech napisze wniosek i przyniesie go do mnie.

Sprzykrzyła mi się już szkoła. Zresztą siedziałem już w ostatniej klasie trzeci rok. Wiele nie byłbym się już w niej nauczył.

– Wiecie co? – powiedziałem do matki po powrocie ze szkoły.
– No?
– Mogę być zwolniony ze szkoły, zaraz, ale trzeba, żebyście napisali wniosek. Do inspektora szkolnego. Napiszcie taki wniosek!
– Cóż to? Sprzykrzyło ci się chodzić do szkoły? A cóż to będziesz w domu robił?
– W domu? Wcale nie chcę robić w domu. Pójdę pracować na kopalnię. Muszę zastąpić ojca. Przyniosę wam na pierwszego kupę pieniędzy. Nie będziecie musieli tyle nocami szyć. Odpoczniecie sobie!

Matka rozpłakała się. Nie wiedziałem bardzo, dlaczego. Przecież nic złego nie powiedziałem. Poślimtała trochę, wytarła łzy i nos, i powiedziała na pół z płaczem, na pół ze śmiechem:

– Synku, synku! Kupę pieniędzy chcesz przynieść? Cóż też ty, synku, możesz zarobić! Więcej trzewików zedrzesz, niż zarobisz. I młody jeszcze jesteś, za młody! Nie przyjmą cię do kopalni.
– Już ja wiem, co zrobić, żeby mnie przyjęli.
– A cóż takiego?
– Potem wam powiem, jak mi się uda.
– No jak chcesz, synku. Wniosek mogę napisać.

Odniosłem wniosek kierownikowi szkoły. Następnego dnia kierownik wywołał mnie z klasy za drzwi na korytarz i przeczytał mi swoje uwagi, które napisał na wniosku.

– Właściwie, to ty nie masz prawa być zwolnionym, bo nie macie roli. Ale napisałem, że ojca ci zabiło na kopalni, że nie otrzymujecie renty, że matka chorowita, że jesteś w szkole najlepszym uczniem, że wskutek tego możesz być zwolniony.

– Dziękuję bardzo! – ukłoniłem się i wróciłem do klasy. Odpowiedź od inspektora przyszła po tygodniu. Inspektor zgodził się na zwolnienie. Od zaraz.
Kierownik szkoły pożegnał mnie bez czułości, krótko:

– Jesteś zwolniony. Możesz iść zaraz do domu. Tylko w marcu na przyszły rok przyjdziesz do szkoły napisać życiorys. Pierwszego kwietnia dostaniesz świadectwo.

Uścisnął mi dłoń. Ukłoniłem się. Powiedziałem obowiązkowe: Auf wiedersehen! i wybiegłem do domu. Za mną pozostała szkoła, która wypełniła więcej, niż połowę dotychczasowego mojego życia. Przede mną otwierała się nowa droga, nieznana, droga na kopalnię, droga, która dla mojego ojca skończyła się tragiczną śmiercią.

– Nie każdego zabija na kopalni – pocieszyłem się. – Grunt dostać się do niej!

Przepisy górnicze nie pozwalały zatrudniać w kopalni młodzieży poniżej lat czternastu. Miałem dopiero trzynaście lat i pięć miesięcy.

– Nie dostaniesz papierów! – powiedział starszy kolega, który już pracował na kopalni, a do którego udałem się po bliższe informacje.
– Czemu?
– Bo jeszcze nie masz czternastu lat!
– A kto wydaje te “papiery”?
Amtsvorsteher.
– To ten właściciel dworu?
– Ten.
– A co mu trzeba powiedzieć?
– Powiesz: Proszę o Arbeitsbuch!
– I więcej nic?
– Nic.
– I potem mi zaraz wyda Arbeitsbuch?
– Ani zaraz, ani później. Najpierw zapisze sobie twoje nazwisko, potem datę i miejsce urodzenia. Potem odłoży pióro i powie: Idź ty, synku, do mamulki! Jeszcześ za młody! Nie dostaniesz Arbeitsbucha.

Mimo tej nie bardzo pocieszającej przepowiednie wybrałem się do Amtsvorstehera.

Bitte um ein Arbeitsbuch!
– Jak się nazywasz?

Powiedziałem nazwisko i imię.

– Kiedy się urodziłeś?

Powiedziałem dzień, miesiąc gładko, a przy roku namyślałem się przez chwilę i podałem wreszcie z lekkim rumieńcem, bo pomyliłem się o jedynkę.

Amtsvorsteher podniósł głowę, pomyślał chwilę, potem mruknął:

– Nie wyglądasz na to, żebyś już miał czternaście lat. Przynieś mi jutro świadectwo szkolne. Jutro też możesz sobie odebrać Arbeitsbuch.
Wyszedłem z biura i przeszedłem przez olbrzymie podwórze dworskie z największą powagą, jaką przystało obywatelowi, który nagle w sekundzie stał się o rok cały starszy. Dopiero za bramą, upewniwszy się, że nikt mnie nie śledzi, wróciłem do swoich trzynastu lat i fiknąłem na trawie radosnego koziołka.

– Nie ciesz się jeszcze – hamował mnie jakiś głos. – Jeszcze nie dostałeś Arbeitsbucha do rąk. Przecież musisz przedłożyć świadectwo, którego nie masz i nie dostaniesz.
Następnego dnia, przygotowawszy sobie jakiś wykręt, dlaczego świadectwa nie mogę przedłożyć, poszedłem znowu do Amtsvorstehera. Zadzwoniłem. Długo nikt nie przychodził. Zadzwoniłem jeszcze raz. Za szklanymi drzwiami pokazała się jedna z córek:

– Co chcesz? Papa śpi.
– Proszę o Arbeitsbuch!

Poszła i wróciła z książką. Wręczyła mi ją. Podziękowałem. Ukłoniłem się – zdaje się – nieco głębiej, niż należało, ale to dla ukrycia uśmiechu, którego nie mogłem stłumić. Za bramą, na trawniku, fiknąłem tym razem całą serię koziołków: z góry, aż na dół.
Potem już wszystko potoczyło się gładko. Załatwiało się jeszcze kupę formalności w zarządzie kopalni, u lekarza, u bezpośrednich przełożonych.
Gdy pierwszy raz zjeżdżałem do kopalni, stojąc we windzie, zrobiłem dyskretny znak krzyża. Choć winda sunęła niezbyt prędko, jednak nie umiałem zapanować nad niemiłym wrażeniem. Zdawało mi się, że zbiera mi się na wymioty. Ale jakoś do wymiotów nie doszło.

– Weźcie tam tego maluśkiego pod swoją opiekę! – powiedział starszy górnik do któregoś z górników. -Zaprowadźcie go tam a tam.
– Chodź, maluśki! Oświeć sobie lampę!

Oświeciłem elektryczną lampę i poszedłem za nim w ciemne czeluście kopalni.

– Muszę zastąpić ojca! – powtarzałem sobie w duszy.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button