Publicystyka

„Zasiłek pogrzebowy przysługuje osobie, a nie rachunkowi bankowemu”. Rozmowa z Zofią Zając po uniewinnieniu

Przez lata była objęta postępowaniem dotyczącym wypłacanych zasiłków pogrzebowych. Przesłuchano około 175 osób, a sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Okręgowego. Pani Zofia od początku nie chciała opierać swojej obrony na przedawnieniu. Twierdziła, że istotą problemu było niewłaściwe rozumienie charakteru zasiłku pogrzebowego i pieniędzy, które – na wniosek osób uprawnionych – trafiały na rachunek zakładu pogrzebowego. Ostatecznie zapadł wyrok uniewinniający. Rozmawiamy o tym, dlaczego – jej zdaniem – sprawa w ogóle nie powinna była się rozpocząć

Paweł Polok: Pani Zofio, jakimi argumentami udało się Pani przekonać Sąd Okręgowy, że odrzucił tak poważne oskarżenie obejmujące przepisy Kodeksu karnego i Kodeksu karnego skarbowego?

Zofia Zając: To bardzo dobre pytanie. Od początku świadomie odrzucałam taktykę opartą na przedawnieniu, ponieważ samo przedawnienie nie oznaczałoby uniewinnienia. Moim celem było wykazanie licznych naruszeń zasady legalizmu po stronie organu ścigania, aby Sąd II instancji mógł uznać proces dowodowy za przeprowadzony niezgodnie z prawem. Został on, w mojej ocenie, oparty na fałszywych przesłankach, przez co świadkowie nie mogli być wiarygodni. Organ ścigania w procesie dowodowym pominął w ich zeznaniach fakt wnioskowania do ZUS o 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego – kluczowy dla sprawy. Sąd II instancji wskazał w uzasadnieniu na wielowątkowość moich kilku składanych pism, jednocześnie przyznając się do trudności w identyfikacji rzeczywistych zarzutów. Zgodziłabym się z tym stanowiskiem, gdyby nie fakt, że każdy z poruszanych wątków miał na celu wykazanie naruszeń prawa ustawowego, a nawet konstytucyjnego prawa własności świadków oskarżenia. Są to argumenty przemawiające za odrzuceniem aktu oskarżenia w całości.

Czy chce Pani przez to powiedzieć?

Jeżeli naruszenie zasad legalizmu i praw materialnych świadków jest przestępstwem, to organ ścigania wszedł na drogę przestępstwa. Faktycznie oskarżenie dotyczyło rozliczenia podatkowego zasiłku pogrzebowego, który na każdym koncie, na które „wpłynie”, jest wyrażony kwotą netto, czyli w takiej wysokości, w jakiej „wypłynął” z ZUS. To, moim zdaniem, dowodzi, że zasiłek pogrzebowy nie jest wynikiem zapłaty. Tę tezę potwierdza zapis jego wysokości w art. 80 Działu V ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz zapis tytułu wpływu z ZUS jako świadczenia. Tytuł Działu V – „Zasiłek pogrzebowy” – wskazuje, że został on nadany ustawowo. Jego wysokość i charakter może zmienić tylko ustawodawca, po wcześniejszym rozliczeniu możliwości Skarbu Państwa. Żaden zasiłek nie może pochodzić z wcześniejszej zapłaty. Inaczej mielibyśmy do czynienia z absurdem. Zasiłek pogrzebowy nie może więc odbiegać w swojej istocie od tej zasady. Obecność faktury w połączeniu z wnioskiem o zasiłek pogrzebowy stanowi jedynie dowód na chęć poniesienia kosztów pogrzebu. Ponieważ faktura nie ma wpływu na wysokość zasiłku pogrzebowego, to tym samym nie ma wpływu na wysokość przelewu na żadne konto bankowe. Konto firmy pogrzebowej nie stanowi pod tym względem wyjątku. Z faktu nadania wysokości zasiłku pogrzebowego oraz z jego charakteru „zasilenia budżetu” wnioskodawcy „w razie śmierci” nie wynika obowiązek rozliczenia jego wydatkowania. Kwoty netto nie można rozliczyć jako brutto. Zapis księgowy „wpływu” musi zgadzać się, czyli odzwierciedlać zapis księgowy „wypływu” z konta ZUS. Inne rozumowanie, na przykład poprzez kontrolę, oznaczałoby, że 4 tys. zł „wypływające” z ZUS są „brudnymi pieniędzmi”, które miał „wyprać” wnioskodawca przy pomocy firmy pogrzebowej. Akceptując takie stanowisko, należałoby spojrzeć na proces dowodowy jako na proces „prania” pieniędzy, która to czynność jest karalna i czyni świadków przestępcami. Zważywszy na dodatek, że to oni byli beneficjentami kwoty 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego. Gdyby pieniądze trafiły na prywatne konto osoby wnioskującej, byłyby „czyste”, a właścicieli konta nie można byłoby nękać pytaniami o to, co i za ile kupili w związku z organizacją pogrzebu. Przesłuchanie około 175 świadków na policji miało na celu zasugerowanie, że pieniądze, o które wnioskowali do ZUS – konkretnie 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego – były tymi pieniędzmi, którymi płacili za pogrzeb. Że była to fałszywa sugestia, świadczą powyższe tezy. Stworzono atmosferę, którą określiłabym jako „mrożącą”. Wprowadzony rygor odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań sprawił, że moi zleceniodawcy, którzy z ufnością powierzali mi swój problem zorganizowania pogrzebu zmarłej lub zmarłego, podpisywali w mojej obecności wniosek do ZUS o zasiłek pogrzebowy – dokument upoważniający mnie do przedłożenia go wraz z dołączoną fakturą i zlecający ZUS przelanie go na moje konto firmowe. Autentyczność podpisu została potwierdzona na policji.
Zatracali swoją osobowość na rzecz uległości wobec policji.
Tymczasem polecenie wydane ZUS-owi o przekazaniu zasiłku pogrzebowego w całości na konto zakładu pogrzebowego nie pozbawiało podpisujących ich konstytucyjnego prawa własności do decydowania o wykorzystaniu przysługujących im 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego.
Pozbawiło ich natomiast tego prawa przesłuchanie na policji. Stracili swój charakter „podmiotu” na rzecz „instrumentu”, którym przesłuchujący mogli manipulować.
Z samego wezwania na policję do działu zajmującego się przestępczością gospodarczą wynikało, że chodziło o Zofię Zając. To ze mną „miał problemy” organ ścigania. Tymczasem moi byli zleceniodawcy pozwolili się wykorzystać przesłuchującym do załatwiania swoich zadań, za które być może dostali premię. Jeżeli świadkowie zawierali umowę cywilnoprawną, to pomijanie i podważanie tego faktu w czasie zeznań również miało wpływ na ich wiarygodność i wartość prawną. Dotyczy to również podjęcia narracji przesłuchujących przez przesłuchiwanych. Ci drudzy – moi zleceniodawcy – mieli pełne prawo odmówić powrotu pamięcią do wydarzeń sprzed trzech do trzech i pół roku. Wystarczającym argumentem byłby czas, w którym mogli wnosić reklamacje i korzystać z rękojmi, a które straciły ważność merytoryczną.Sprawa poniesionych kosztów pogrzebu była ich osobistą sprawą i nie było podstaw prawnych, by przy kontroli skarbowej firmy pogrzebowej musieli do tego wracać.

Z powyższej wypowiedzi wyłania się obraz działania organu ścigania pozbawiony podstaw prawnych. Co na to Sąd II instancji?

W swoich pismach do Sądu II instancji wskazywałam na więcej przekłamań i manipulacji, na przykład ustawą. Weźmy sprawę zapisu zasiłku pogrzebowego na moim koncie firmowym jako świadczenia. Zasiłek pogrzebowy jest zobowiązaniem Skarbu Państwa. Musiał być przelany na konto, ale tylko wskazane przez wnioskodawcę. Świadczenie ma „niższą” rangę. Nabywa się je, jak np. prawo do emerytury. Poza tym świadczenie ustaje z chwilą śmierci – jak mówi art. 101 pkt 2 Działu IX. Poruszałam te kwestie w moich pismach. Ich błędne pojmowanie ma również wpływ na brnięcie w zagadnienie rozliczenia podatkowego zobowiązania Skarbu Państwa. Sąd II instancji nie odniósł się do tych kwestii, tak jak nie odniósł się do wyraźnej sugestii zastosowanej w procesie dowodowym. Sam fakt jej stosowania podlega Kodeksowi postępowania karnego i powinien, moim zdaniem, doprowadzić do odrzucenia aktu oskarżenia powstałego na podstawie tak przeprowadzonego postępowania dowodowego.

Wspomina Pani o kwocie 4 tysięcy złotych. Dlaczego uważa Pani, że sposób jej przedstawiania w toku postępowania był tak istotny?

Przez cały proces dowodowy – w mojej ocenie – zacierała się podstawowa różnica pomiędzy 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego a zwykłą kwotą 4 tys. zł. Na rachunku bankowym firmy znalazła się kwota zasiłku pogrzebowego. Mówi o tym zapis – tytuł nadawcy ZUS: „świadczenie” – choć, jak pisał KRUS, powinno być „zasiłek pogrzebowy” – oraz polecenie wnioskodawcy do ZUS, by „przelał kwotę zasiłku pogrzebowego w całości na konto firmowe firmy ORCUS”. To są dwie różne kwoty, wywołujące odmienne skutki prawne. Zasiłek pogrzebowy jako zobowiązanie Skarbu Państwa nie jest jednostką monetarną, którą się płaci. Jest wielkością, którą nadaje ustawodawca i która przysługuje osobie, która o nią wnioskuje. W związku z tym jej się nie rozlicza. Może stanowić punkt odniesienia np. do planów zakupowych związanych z pogrzebem. Wszyscy moi zleceniodawcy musieli najpierw zawnioskować o zasiłek pogrzebowy w wysokości 4 tys. zł. Wnioskowali o pieniądze, które ZUS miał obowiązek wypłacić osobie uprawnionej na wskazane przez nią konto. Wnioskowali o pieniądze, a nie o fakturę. Tymczasem w pisemnym oskarżeniu jest mowa o „użyciu przeze mnie faktury w ZUS”. W ten sposób oskarżyciel wskazuje na moją obecność w ZUS i możliwość wpływania na jego działanie. Daje tym, moim zdaniem, dowód niezrozumienia procesu wykonawczego przez ZUS jego zobowiązania wobec wnioskodawcy. Wystawiana przeze mnie faktura była dołączana do wniosku i miała wartość 4 tys. zł.

Czy jako podatnik nie miała Pani obowiązku przewidywania, że każda kwota, która znajdzie się na rachunku firmy, może podlegać rozliczeniu podatkowemu?

Przewidywanie to jedno, a trzymanie się prawa ustawowego – to drugie. Ja musiałam, jako podatnik, mieć na uwadze wpisanie tych towarów i usług, które wyceniałam, wykonywałam i sprzedawałam. Wszystkim podlegał tylko nr 93.03 PKWiU. Na rachunku firmy pogrzebowej nie znalazła się „kwota 4 tys. zł”. Na rachunek wpłynęło zobowiązanie, które ZUS musiał wykonać, co zostało opisane w tytule przelewu ZUS, na co mam dowód. Jest on ważniejszy od wszystkich faktur razem wziętych.Zasiłek pogrzebowy nie jest zwykłą kwotą przychodzącą na rachunek przedsiębiorcy. Jest zobowiązaniem Skarbu Państwa, przysługującym konkretnej osobie, która miała akt zgonu i o nie wystąpiła. Był przede wszystkim jej własnością. Właściciel zawsze decyduje, co zrobi ze swoją własnością. Dlatego mówię bardzo prosto: zasiłek pogrzebowy przysługuje osobie wnioskującej, a nie rachunkowi bankowemu. Ja o ten zasiłek nie wnioskowałam. Nie był mi przyznany ustawowo. Osoba uprawniona wskazała jedynie konto mojej firmy jako miejsce, na które ZUS miał przekazać świadczenie. Miała ku temu powody. To była jej integralna decyzja, potwierdzona podpisem weryfikowanym na policji. Niestety, ten ważny dokument nie był brany pod uwagę, a nawet został zlekceważony przez sądy obu instancji. Ważności dodaje mu fakt, że świadek oskarżenia występuje w nim jako podmiot uprawniony do zarządzania kwotą 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego.

Wróćmy do początku. Kiedy właściwie rozpoczęły się problemy?

O wielu rzeczach już powiedziałam, ale nawet jeśli powtórzę, to być może lepiej dotrze to do świadomości obywateli. Cała sprawa zaczęła się od przesłuchania bardzo dużej liczby osób – około 175, o ile dobrze pamiętam. W latach 2018–2019 kolejno wzywano na policję moich dawnych zleceniodawców usług pogrzebowych. Mieli oni zakaz kontaktowania się ze mną. Miała to być tajemnica pomiędzy tymi ludźmi a organami prowadzącymi postępowanie. Mimo wszystko informacje do mnie docierały, ponieważ osoby te były zaniepokojone, dzwoniły i pytały, o co właściwie chodzi. Same nie wiedziały, dlaczego są przesłuchiwane.
To jest ta atmosfera, o której mówiłam wcześniej.
Po zakończeniu tych przesłuchań zostałam wezwana do prokuratury. Przez kilka godzin odczytywano mi akt oskarżenia.

Co było istotą zarzutów?

Chodziło o to, że na konto mojej firmy wpływały kwoty 4 tys. zł, których nadawcą był ZUS, czego organ ścigania nie brał pod uwagę. Osoby zlecające mi organizację pogrzebu zeznawały, że za pogrzeb płaciły – na przykład 3,8 tys. zł, czasem mniej – a oryginał faktury przedłożonej w ZUS, nie przez firmę, opiewał np. na 1,5 tys. zł. W czasie przesłuchań pytano te osoby, na co przeznaczyły zasiłek pogrzebowy i jak wyglądało rozliczenie kosztów pogrzebu. Co stało się z różnicą między 4 tys. zł na koncie a np. kwotą 1500 zł na fakturze? Moi dawni zleceniodawcy mieli odpowiedzieć, czy otrzymali różnicę w gotówce.

Czyli jednym z elementów aktu oskarżenia było założenie, że skoro na konto firmy pogrzebowej wpłynęły 4 tys. zł, a pogrzeb kosztował na przykład 2,5 tys. zł, to pozostałe 1,5 tys. zł mogła Pani sobie przywłaszczyć?

Tak to sugerowano przesłuchiwanym. Chciano podatkowo rozliczyć te 4 tys. zł, które trafiły na konto firmy pogrzebowej. W ten sposób – jeszcze raz powtarzam – z kwoty netto, którą wnioskodawca zlecił ZUS przelać na moje konto, chciano zrobić kwotę brutto. Firma pogrzebowa nie była podmiotem uprawnionym do otrzymania zasiłku pogrzebowego. To osoba, która występowała do ZUS z wnioskiem, decydowała, gdzie pieniądze mają zostać przekazane.

Czyli to nie firma pogrzebowa występowała o zasiłek?

Oczywiście, że nie. Wnioskodawcą była osoba, której zasiłek przysługiwał. W przypadku osób, które korzystały z moich usług, ustalaliśmy stopień pokrewieństwa ze zmarłym. Dla osób blisko spokrewnionych ustawodawca ustalił warunki preferencyjne, zawarte w Dziale V ustawy, w art. 77 pkt 4, zwalniającym je z rozliczania się podatkowego z zasiłku pogrzebowego. W tamtym okresie często można było ustalić pokrewieństwo na podstawie dokumentów tożsamości. Jeżeli nie wynikało ono z dowodu osobistego, prosiłam o dostarczenie aktu urodzenia czy aktu małżeństwa. Ja zajmowałam się przedkładaniem w ZUS dokumentów wymaganych przez tę instytucję. Zleceniodawcy w mojej obecności podpisywali wniosek oraz dokument określany jako upoważnienie. W obu instancjach sądy wskazywały na niechlujność wypisywanych faktur. Chciałam przy okazji napomknąć, że faktury przechodziły weryfikację w ZUS. Instytucja miała pełne prawo do odrzucenia niechlujnie wypisanej faktury i wstrzymania wykonywania zobowiązania na rzecz wnioskodawcy.

I właśnie faktura była jednym z kluczowych elementów całej sprawy?

Tak, ale nie jej niechlujność, tylko jej „zaniżenie”. Nie podzielił tego zarzutu Sąd II instancji. Najwidoczniej podzielił moje stanowisko przedstawiane w pismach, że jeżeli faktura obejmowała np. trumnę, urnę i złożenie jej do grobu na cmentarzu, to zgodnie z prawem ustawowym miała wartość 4 tys. zł, a dziś 7 tys. zł. Była dołączana do wniosku. Z punktu widzenia zasad wypłaty zasiłku liczyło się wykonanie pochówku, a nie ceremonii.

Tymczasem osoby, które korzystały z usług Pani zakładu, były pytane, ile kosztowała trumna, urna czy kwiaty?

Tak. Pytano je, co kupiły, co zamówiły i za ile, często posiłkując się rozliczeniem wstępnym, na którym zapisywałam przebieg zlecanej usługi. Był to zapis bardziej do mojej dyspozycji, mógł ulegać zmianom i nie był nigdy rachunkiem. Kto chciał, dostawał kopię. To rozliczenie zamówionych usług było podstawą do wypłaty różnicy, która mogła wynikać z różnicy pomiędzy wyliczoną wartością całego zlecenia – nie faktury – a 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego. Przy okazji chciałabym podkreślić, że między zamówieniem a zapłatą jest różnica.

Czy takie zapisywanie było konieczne?

Nie tyle konieczne, co pomocne. Musiałam odnotowywać życzenia zleceniodawców. Usługa pogrzebowa nie jest zwykłą sprzedażą jednego produktu. Składa się z wielu elementów, które mogą wykonywać różne podmioty. Zleceniodawca przychodził do zakładu pogrzebowego w bardzo trudnym momencie. Stracił bliską osobę. Potrzebował pomocy w zorganizowaniu nie tylko pochówku, ale całej ceremonii. Dlatego celowo nazywam te osoby zleceniodawcami, a nie klientami. Klient wybiera produkt, podchodzi do kasy, płaci i otrzymuje paragon. W przypadku zakładu pogrzebowego sytuacja wygląda zupełnie inaczej. To jest relacja zleceniodawcy i zleceniobiorcy. Rozmowa może trwać godzinę albo dłużej. Trzeba przedstawić możliwości, wyliczyć koszty swoje i innych podmiotów, ustalić, kto i kiedy będzie płacił. Jeżeli ktoś chciał zmieścić się w kwocie 4 tys. zł, o której wiedział, że mu przysługuje, pomagałam mu rozliczyć tę kwotę, by jej nie przekroczyć. Było to możliwe.

A przecież osoba uprawniona mogła sama wystąpić do ZUS o zasiłek?

Oczywiście. Mogła sama złożyć wniosek w ZUS. Dla mnie byłoby to nawet bardzo dobre rozwiązanie. Nie musiałabym inwestować własnych pieniędzy w zapłatę innym podmiotom i czekać, aż ZUS mi przeleje pieniądze. Wystawiłabym jej rachunek za trumnę, urnę, przewóz, nosicieli, ewentualnie krzyż, tabliczkę, obudowę na grób, a pozostałym podmiotom płaciłby sam. Trzeba tylko mieć pieniądze na tak zwane „już”. Grabarz nie wykopie grobu bez zapłaty „przed”. Kremacja też nie byłaby wykonana itd.

Wróćmy do świadków. Co Pani zdaniem było w ich zeznaniach najbardziej problematyczne?

Najbardziej problematyczny był sam fakt ich obecności na policji. Ani policja, ani oni sami nie wiedzieli, kim prawnie byli. A to było bardzo istotne, bo z tym wiązały się ich prawa i obowiązki, np. dotyczące reklamacji czy rękojmi, a także obowiązek zapłaty wobec podmiotów wykonujących poszczególne usługi.
Ja byłam koordynatorem podmiotów. Dla mnie policyjni świadkowie byli zleceniodawcami. Ktoś, kto daje zlecenie na zorganizowanie ceremonii pogrzebowej, daje pracę mnie i wszystkim innym podmiotom, którym ja, w jego imieniu, zlecę usługę, której sama nie wykonuję.
W końcu wszyscy znamy powiedzenie, może niezbyt ładne w połączeniu z usługami pogrzebowymi, ale oddające istotę rzeczy: „Chcesz napić się piwa, to nie musisz kupować browaru”.
Lata obecności na rynku pogrzebowym robiły swoje. Wystarczyło, że miałam kontakty – ja znałam ludzi i oni mnie znali jako osobę, do której można mieć zaufanie.
Jednocześnie moi zleceniodawcy byli potencjalnymi właścicielami 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego. ZUS był im winien takie pieniądze. Zanim ZUS by im wypłacił te 4 tys. zł, dawno byłoby po pogrzebie. Musieli zawierać umowę z firmą i rozliczyć przed pogrzebem cały zasiłek.
Można powiedzieć, że mieli pieniądze, ale nie wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebowali. Trzeba było o nie zawnioskować. Dla ZUS byli więc wnioskodawcami. To jest jednak mało powiedziane – ZUS był ich dłużnikiem, a oni dla ZUS byli wierzycielami.
I tak oto organ ścigania, broniący interesów Skarbu Państwa, stawia wierzycieli Skarbu Państwa w pozycji świadków oskarżenia firmy pogrzebowej, która przyszła im z pomocą, zaangażowała swoje pieniądze z konta firmowego, by opłacić poszczególnych wykonawców, i czekała średnio 18 dni roboczych na przelew „zasiłku pogrzebowego w całości”.
Przez te dni Skarb Państwa obracał kapitałem zmarłego, nie rozliczając się z zarobionych pieniędzy. Nawet wnioskodawcy nie otrzymali dowodu, że ZUS przelał zasiłek pogrzebowy na wskazane konto.

Z Pani słów wynika, że świadkowie byli nakłaniani do określonego sposobu przedstawiania wydarzeń…

Panie redaktorze – samo wezwanie takiej ilości osób, by im pokazać fakturę z ZUS i zadać pytanie, czy ją widzieli i czy wydaje im się zaniżona, jest bezprawne. Zeznania były wynikiem sugerowania określonego sposobu rozumienia zdarzeń sprzed pogrzebu. Jak wspomniałam, takie zachowanie podlega ocenie na gruncie Kodeksu postępowania karnego i mogło, a nawet powinno – moim zdaniem – mieć wpływ na unieważnienie zeznań.Nie twierdzę, że ci ludzie świadomie nie mówili prawdy. Przeciwnie – wiele osób mogło po prostu nie pamiętać szczegółów sprzed kilku lat.

Dlaczego cała sprawa trwała tak długo?

Muszę uczciwie powiedzieć, że wpływ na długość postępowania miało wiele czynników. Była pandemia, były problemy zdrowotne, choroba adwokata, sędziego. To są normalne zdarzenia losowe, które powodowały „spadek” sprawy z wokandy i oczekiwanie na nowy termin.

Od początku twierdziła Pani, że jest niewinna?

Prawdę powiedziawszy, już w trakcie słuchania czytanego aktu oskarżenia dziwiłam się, że ktoś zajmujący ważną funkcję może wystąpić z takim bublem prawnym. W trakcie trwania procesu dogłębnie analizowałam zagadnienie, którego dotyczyło oskarżenie. Momentami byłam zdumiona, że tyle jest dezinformacji i manipulacji w przestrzeni prawnej, „karmi” się nią obywateli, a oni przyjmują to jak „prawdę objawioną”. Po kilku tygodniach od wydania wyroku uniewinniającego mam problem z określeniem „niewinności”. Jeśli bowiem ja jestem niewinna i zarzuty wobec mnie zostały odrzucone, to należałoby jasno i wyraźnie powiedzieć, że winny jest oskarżyciel. W tym momencie czuję głębokie rozczarowanie. Sąd II instancji uzasadnił swój wyrok, powołując się na niedostateczne zrozumienie ze strony oskarżyciela zasad finansowania usług pogrzebowych, niejasne zdefiniowanie tego, co do nich należy, i duży nacisk położył na brak jednolitej kwalifikacji tych zagadnień ze strony organów podatkowych. Dla mnie to jest takie kluczenie wokół, z lękiem, że gdy „dotknie” się sedna, to można się komuś narazić.

Czy ma Pani na myśli kogoś konkretnego? Czy ma Pani dowody, że były naciski na prokuraturę?

Nie mam zamiaru tworzyć jakiejś teorii spiskowej, bo kontrole skarbowe były, są i będą. To, że jest „parcie” na organy ścigania, wiadomo od 2015 r., kiedy to nowa ekipa, pod sztandarami walki z „mafią VAT-owską”, rozpoczęła kontrole na szeroką skalę.

Faktycznie ilość kontroli wzrosła zdecydowanie?

Dochodzą mnie słuchy, że tak. Powiedzmy, że rozpleniło się w ostatnim dziesięcioleciu mnóstwo afer różnej „maści”. Nie chodzi mi o kontrole. One muszą być. Człowiek jest ułomny, często ulega pokusie. Jednak ilość musi iść w parze z jakością.
Nie może być tak, że w trakcie kontroli doprowadza się do zniesławiania firmy i jej właściciela, a jak wiemy, jest to zagrożone karą z Kodeksu karnego.
Proszę sobie wyobrazić skutek dwustu pięćdziesięciokrotnego pytania, czy zleceniodawca czuje się oszukany i to przez zleceniobiorcę. On się nie zastanawia nad absurdem pytania. Dla niego istotny jest fakt, że zadał je policjant. Ma większe zaufanie do policjanta niż do własnego rozsądku.

Wspomniała Pani o jakości. Co z nią? Co miała Pani na myśli?

Mówiąc o jakości, miałam na myśli uczestnictwo w kontroli skarbowej zleceniodawców usług.

Jako zlecający wykonanie „czegoś” dawali pracę mnie i wszystkim, których poleciłam, do których zadzwoniłam, których umówiłam i którym zapłaciłam swoimi pieniędzmi. Ci sami zlecający upoważnili mnie do przedłożenia w ich imieniu dokumentacji w ZUS. Wśród nich był oczywiście wniosek o zasiłek pogrzebowy i dołączona faktura wartości 4 tys. zł, chociaż zawierała tylko trumnę i urnę – lub tylko trumnę – oraz złożenie jej do grobu na cmentarzu. Dokumentacja mogła być złożona i była w 95 proc. przypadków przed pogrzebem. Siłą rzeczy nie było innych faktur ani paragonów, bo usługi nie były jeszcze wykonane. Zleceniodawcy dla mnie, a dla ZUS wnioskodawcy, mogli przedłożonym wnioskiem żądać wypłaty 4 tys. zł Skarbu Państwa. Skarb Państwa był wobec nich dłużnikiem. Miał obowiązek wypłacić im 4 tys. zł.
Osoby o statusie zleceniodawcy, wnioskodawcy, wierzyciela Skarbu Państwa i zobowiązanego w końcu zapłacić za zamówienie zostały wezwane na policję do działu zajmującego się przestępczością gospodarczą, by poprzez rozliczenie 4 tys. zł zasiłku pogrzebowego zeznać, na co i ile z niego wydały, a na ile Zofia Zając ich oszukała.
Ilekroć przedstawiam tę kombinację myślową, dochodzę do wniosku, że jeszcze jestem troszeczkę za mądra, żeby to zrozumieć.
Interesuje mnie, jak długo myślał nad taką konstrukcją ktoś, kto na jej podstawie stworzył akt oskarżenia firmy pogrzebowej. Skonstruował „coś”, czego nigdy nie było.
Znana była postać „donosiciela”, przemianowana na „sygnalistę”. Dzisiaj mamy sytuację – przynajmniej na moim przykładzie – że w kontroli brał udział mój zleceniodawca, który bardzo często po pogrzebie mi dziękował. Jeszcze mam wpisy pochwalne na stronie internetowej.
Nikt nie miał i nie ma prawa rozliczać właścicieli kwoty zasiłku pogrzebowego i oczekiwać okazania faktury.
Jeżeli zaś chodzi o moich zleceniodawców, to oni sami potrafią zadbać o swój interes. Jeżeli wcześniej sami nie zgłaszali pretensji, a mieli takie prawo, bo istnieją reklamacja i rękojmia, to wywlekanie nieprawidłowości sprzed trzech lat i wmawianie im, że zostali oszukani, świadczy o słabości instytucji państwowych. Z przykrością stwierdzam, że to organ ścigania niekorzystnie rozporządził mieniem Skarbu Państwa i już ponosi konsekwencje, a to jeszcze nie koniec…

Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button