Katastrofa lotnicza w Wielopolu. Zmarły pilot miał 35 lat…

25 września 1960 roku w Wielopolu otwarto lotnisk Aeroklubu ROW. Podczas uroczystości zebrali się dygnitarze i działacze sportowi zabiegający od lat budowę obiektu
Tego dnia w miejscowości zebrało się 30 tysięcy ludzi, którzy czekali na śmiałków wzbijających się w niebo. Otwarcie lotniska było imponujące. Ludzie się cieszyli, bo kończył się okres powojennej odbudowy i na horyzoncie wyłaniał się jakiś nowy świat. Tego dnia mieszkańcy Rybnika i okolic widzieli wznoszące się szybowce i dwupłatowce. Z tych ostatnich wyskakiwali spadochroniarze. W pewnej chwili z murawy lotniska wzniósł się w niebo ogromny balon. Wielkie święto przestworzy trwało w najlepsze. Czekano jeszcze na odrzutowiec, który miał nadlecieć z niedalekich Pyrzowic. Za jego sterami siedział Kazimierz Gielas, doświadczony kapitan z 39 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Po wykonaniu kilku przelotów nad lotniskiem, pilot stracił panowanie nad maszyną i runął na ziemię. Katastrofę widziało 30 tysięcy ludzi. W następnych dniach prasa milczała. Do publicznej wiadomości podano jedynie, że lotnisko w Wielopolu zostało otwarte.
Przez lata pisano o tej katastrofie, podając ją jako przykład komunistycznego zakłamania i propagandy sukcesu. To prawda, że z tą katastrofa związane jest kłamstwo, ale warto temu wydarzeniu przyjrzeć się bliżej po to, by nie umknęło to, co w nim dobre i wartościowe. Historia lotniska w Wielopolu jest historią PRL-u w pigułce i nie jest to opowieść czarna. Nie do obrony jest prześladowanie niepodległościowego ruchu oporu i wszelkich innych organizacji wolnościowych w tamtym czasie. Ale poza tym drastycznym i niesprawiedliwym aspektem PRL-u był też inny. Niezliczone rzesze zwykłych i niezwykłych ludzi usiłowało w powojennej Polsce zbudować dobre miejsce do życia. Kiedy przyjrzeć im się bliżej, to niewiele wspólnego mają ze stereotypowym wizerunkiem komunistycznego działacza.
Lotnisko w Wielopolu było jednym z wielu projektów Jerzego Kucharczyka (1914-2000), osoby odpowiedzialnej za rozwój górnictwa na Śląsku. Był nasz, syn chwałowickiego górnika z Leszczyn, kolega Jerzego Malchera z ławy szkolnej. Podwładni i współpracownicy Jerzego Kucharczyka za każdym razem potwierdzają jego pracowitość i uczciwość. Nie uciekł z powojennej Polski, bo chciał ratować przed Sowietami co się da i wstąpił do PZPR. Dzięki niemu ROW stał się najnowocześniejszym okręgiem przemysłowym w krajach komunistycznych. Przedsięwzięcia Jerzego Kucharczyka w Rybniku są liczne i wśród nich znajdują się politechnika, teatr, elektrownia, osiedla mieszkaniowe, no i lotnisko, które z czasem ulokowano w Gotartowicach. Wpływy Jerzego Kucharczyka i pieniądze którymi dysponował nie wystarczyłyby na budowę czegokolwiek, gdyby nie kompetentni ludzie. Bez nich nic dobrego w PRL-u by nie powstało. Wśród nich 25 września na lotnisku w Wielopolu było takich wielu. Ich losy są również symbolem powojennej rzeczywistości.
Tego dnia na nad Rybnikiem wzniosł się balon wraz załogą. W powietrze uniósł się kapitan Zdzisław Burzyński (1902-1971), twórcą sportu balonowego w przedwojennej i powojennej Polsce. Urodził się na dawnych kresach, pod Lwowem, był wnukiem profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Został inżynierem i żołnierzem, po czym zajął się wykorzystywaniem balonów podczas działań wywiadowczych. To dzięki niemu i kapitanowi Franciszkowi Hynkowi zbudowano w 1925 roku pierwszy w przedwojennej Polsce balon. Obaj ustanowili pierwszy rekord Polski we wznoszeniu się. Śmiałkowie wznieśli się wtedy na 9762 metrów. Mało na tym, kapitan Burzyński brał wielokrotnie udział w zawodach o Puchar Gordona Benetta. W 1932 roku przeleciał balonem Gdynia tysiąc kilometrów z Bazylei do Bielan w 17 godzin z prędkością 63 km na godzinę. W 1933 wygrał Puchar Gordona Beneta przelatując najszybciej z Z Chicago do Aulmes w Kanadzie, za rok zajął II miejsce, w 1935 roku wygrał lecąc z Warszawy pod Stalingrad i ustalił wtedy rekord świata długości lotu – 1650 kilometrów w niecałe 58 godzin. Kiedy wybuchła wojna, walczył w polskim mundurze. Po 1945 roku wrócił do Polski z niewoli, ale nie miał go kto witać, bo Niemcy rok wcześniej rozstrzelali jego żonę i syna, harcerza z Szarych Szeregów. Kapitan ożenił się po raz drugi w roku 1956 z Antoniną Rojewską, żołnierzem powstania warszawskiego i lotnikiem. Ona również najprawdopodobniej była 25 września 1960 roku w Wielopolu. Kapitan Zdzisław Burzyński jest autorem wielu publikacji o sporcie balonowymi osobą która wprowadziła ten sport w Czechosłowacji.
Lotnik, który zginął w Wielopolu 25 września 1960 roku został pochowany w rodzinnej Kalwarii Zebrzydowskiej. Łatwo znaleźć jego grób ze względu na fragment śmigła lotniczego. Kapitan Kazimierz Galas w dniu śmierci miał 35 lat. Dziś 91. rocznica jego urodzin.



