Historia

O tym jak Józef Polok uczył Polaków śląskiej godki

Józef Polok (1958-2008) urodził się w Roju, dzielnicy Żor, ale od wczesnej młodości związany był z Rybnikiem, w którym ukończył technikum górnicze. Czas pokazał, że przemysłowe tradycje regionu przegrały z uwodzicielskim blaskiem sceny teatralnej, który sprawił, że niedoszły górnik został absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie

Przyszły artysta jeszcze w czasie studiów ożenił się z Bogumiłą Salamon i od tego czasu zamieszkał w jej rodzinnym Rybniku, w którym na świat przyszły ich dzieci, Paweł i Martyna. Polska widownia telewizyjna zapamiętała go głównie z roli szwagra Ernesta z serialu Święta wojna, ale prawie nikt nie wie, że artystę cechował wyjątkowy zmysł obserwacji, refleks i że był jedną z najważniejszych osób, która otwierały drzwi do odrodzenia regionalizmu. Pod koniec lat osiemdziesiątych Józef Polok wiedział, że nic nie będzie już takie samo w gospodarce, kulturze i społecznej komunikacji, więc zadbał o to, by mógł uprawiać bezpiecznie sztukę w czasach rodzącej się gospodarki wolnorynkowej. Historia zapamięta go z powodu uczestnictwa w prekursorskim wprowadzenia dialektu śląskiego – godki, na telewizyjne salony Polski.

Na przełomie lipca i sierpnia 1988 roku Józef Polok właśnie wracał ze Stanów Zjednoczonych. Wcześniej koncertował tam z Kapelą Warszawską, ale wrócił później niż ona, ponieważ bardzo praktycznie przedłużył sobie pobyt, by dorobić i otworzyć w kraju własny biznes. Wiedział, że PRL dogorywa i kończą się czasy mecenatu instytucji państwowych, który do tej pory pozwalał utrzymać rodzinę na całkiem przyzwoitym poziomie – w latach osiemdziesiątych muzyk, zwłaszcza w Warszawie, zarabiał pieniądze porównywalne z pensją sztygara na kopalni. Ten świat się kończył i nadchodziły ciężkie czasy transformacji. Józef Polok postanowił zarzucić występy estradowe i założyć własne przedsiębiorstwo handlowe, do czego przydały się pieniądze zarobione w USA. Okazało się, że pomysł był strzałem w dziesiątkę. 10 października 1988 w Żorach na rynku postał sklep Szkolak, który z czasem został przeniesiony do Rybnika na ulicę Kościelną. Przez przeszło trzy dekady prawie każda rodzina w Rybniku i okolicach robiła tam zakupy, wyposażając uczniów w zeszyty, tornistry, długopisy i inne niezbędne w szkolnej rzeczywistości drobiazgi. Rodzina Poloków mogła odetchnąć z ulgą, bo wyglądało na to, że można przetrwać w burzliwych latach transformacji. Na początku lat dziewięćdziesiątych zmiany trwały w najlepsze i dotyczyły również Telewizji Polskiej, do której dotarły idee demokratyzacji, skutkiem czego powołano do życia Górnośląską Telewizję Regionalną. Mózgiem i sercem nowej struktury byli Michał Smolorz i Wojciech Sarnowicz, którzy wiedzieli, że zmiany polityczne w kraju pociągają za sobą zmiany kulturowe a jedną z nich jest konieczność stworzenia wolnej przestrzeni dla tego co regionalne. Brzmi niewinnie, ale pomysł był rewolucyjny, bo to co regionalne, zwłaszcza dialekt, funkcjonowało do tej pory inaczej. Było miejsce na folklor w wykonaniu zespołu Śląsk, były dopuszczalne filmy Kazimierza Kutza, ale nie mieściło się w standardach tamtej kultury używanie dialektu w przestrzeni oficjalnej – w szkole, radiu, telewizji, czy na sali wykładowej. Używanie dialektu, nie tylko śląskiego, w czasach PRL-u było traktowane jako relikt odchodzącej w przeszłość kultury wiejskiej, a co bardziej krewcy luminarze postępu nie wahali się określać go jako wyrazu zacofania albo prymitywizmu kulturowego. Prawda była oczywiście inna, o czym wiedzieli twórcy telewizji regionalnej.

Postanowili otworzyć drzwi śląskiemu dialektowi emitując zapowiadany po śląsku koncert życzeń. Jednym z warunków sukcesu byli dobrej jakości prezenterzy. Józef Polok dostał propozycję wzięcia udziału w castingu. Nie wahał się ani sekundy, bo pomysł przypadł mu wyjątkowo do gustu. Kiedy Michał Smolorz zobaczył sceniczny warsztat Poloka to wiedział, że przesłuchiwanie całej reszty kandydatów nie ma sensu. Małgorzata Witek i Józef Polok przeprowadzili pierwszy w historii koncert życzeń po śląsku. Poruszenie i wzruszenie w regionie było olbrzymie, radość przeplatała się ze zdziwieniem: Godajóm po naszymu, to tak wolno robić? Dzisiaj używanie dialektu w przestrzeni publicznej jest oczywiste, wtedy jednak chwila była rewolucyjna. Telewizja regionalna za jakiś czas upadła, ale powstały nowe i fali wybuchu tego co lokalne, nie dało się już powstrzymać. Michał Smolorz wpadł na nowy pomysł wyrażania tego co regionalne i w jego realizacji również wziął udział Józef Polok. W 1996 roku telewizja publiczna nagrywała i emitowała widowisko Album rodzinny Erwina Respondka. Ta produkcja również tłumnie przyciągała widownię przed ekrany telewizorów. Poza śląskimi piosenkami i żartami można było słuchać żartobliwych dialogów emerytowanego i zgryźliwego górnika Erwina z farorzem – księdzem. Tego pierwszego grał Marian Skorupa, drugiego Józef Polok. Potem przyszedł czas pogłębionej refleksji nad dziedzictwem i kondycją regionu. Kolejny pomysł duetu Smolorz-Sarnowski to cykl spotkań telewizyjnych Wesoło czyli smutno. Kazimierza Kutza rozmowy o Górnym Śląsku. Do programu zapraszano ludzi kultury i autorytety społeczne: Jana Miodka, Dorotę Simonides, Henryka Mikołaj Góreckiego, abp Alfonsa Nosola i wielu innych. Powyższe projekty miały zasięg głównie regionalny.

To co nastąpiło później przekroczyło jego ramy. Serial Święta wojna był emitowany w pierwszej dekadzie nowego wieku. W tym czasie powstało przeszło 300 odcinków produkcji opartej o scenariusz Domana Nowakowskiego a reżyserowanej przez Marka Bieleckiego i Dariusza Goczała. Widzowie telewizyjni z tamtego okresu pamiętają do dziś kreacje serialowego tria granego przez Krzysztofa Hanke, Joannę Bartel i Zbigniewa Buczkowskiego. Józef Polok również uczestniczył w tym przedsięwzięciu jako szwagier Erwin, brat serialowej Andzi – Joanny Bartel. Serial został bardzo życzliwie przyjęty również poza regionem: w pozostałych częściach Polski i za granicą – emitowała go TVP Polonia. Nie obyło się jednak z czasem bez kontrowersji, ponieważ część lokalnych autorytetów, w tym niektórzy działacze polityczni, byli oburzeni koncepcją przedsięwzięcia. Zarzucano mu utrwalanie negatywnego stereotypu Ślązaków – ludzi mało rozgarniętych i lotnych.

Równolegle z serialem Józef Polok tworzył utwory muzyczne i teledyski w założonej wraz z synem Pawłem grupie kabaretowo-muzycznej Kapela ze Śląska.

Od czasu opisanego powyżej pierwszego koncertu życzeń po śląsku minęły już dekady. W tym czasie kultura regionalna rozkwitła na wielu poziomach. Tamten pierwszy akt był podobny do zrzucenia betonowych płyt ze śląskiej ziemi, która zaczęła tętnić ponownie swym bogatym życiem tworząc książki, filmy, spektakle, muzykę, instytucje, gazety, portale internetowe, organizacje społeczne i polityczne. Ludzie kultury i włodarze miejscy docenili wysiłki Józefa Poloka i w 2004 przyznali mu nagrodę Hanysy oraz tytuł rybnickiego Człowieka Roku w 2007. Przedwczesna śmierć artysty nie zabrała go całego. Został po nim nazwa ulicy w Rybniku, ponadczasowe dowcipy i sceniczna elegancja oraz przedsiębiorczość inspirująca następne pokolenia.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button