Historia

Ksiądz, który się SSmanom nie kłaniał

Świadek bohaterstwa Maksymiliana Kolbego. Przeżył pięć lat w piekle obozu koncentracyjnego. Niszczony i nękany przez UB. Ksiądz gotów oddać życie za Chrystusa. Jego matka umarła z żalu. On przeżył. Poznajcie księdza Konrada Szwedę, którego przedstawiamy w ramach obchodów 800 lat Rybnika

Urodził się 31 grudnia 1912 roku w Rybnickiej Kuźni. W czerwcu 1939 przyjął święcenia kapłańskie, skierowany na zastępstwo do swej rodzinnej parafii w Rybniku, następnie jako wikariusz do parafii pw. św. Józefa w Świętochłowicach-Zgodzie. Aresztowano Go w 1940 roku za przynależność do polskiej organizacji konspiracyjnej, osadzony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz (nr 7669). W trakcie pobytu w obozie potajemnie sprawował obowiązki duszpasterskie oraz starał się we wszelki możliwy sposób wspierać więźniów. Jeden ze współwięźniów wspominał rozmowę z ks. Konradem Szwedą, która miała miejsce tuż po zakończonej potajemnie odprawionej Mszy Świętej:

– Konrad, a co byś zrobił, gdyby tu teraz wszedł Palitzsch? (SS-Hauptscharführer Gerhard Palitzsch był jednym z największych zbrodniarzy w dziejach Auschwitz, nawet inni SSmani opisywali go jako wyjątkowo okrutnego – przyp. red.)
– To bym zginął za Chrystusa, jak wielu przede mną i jak zginie jeszcze wielu po mnie.

Jakże inne jest to podejście od postawy wielu kapłanów, którzy trzy lata temu szybko pozamykali drzwi świątyń przed wiernymi w obawie przed rzekomą utratą zdrowia…

W czerwcu 1942 roku, w grupie 50 duchownych przetransportowany do obozu koncentracyjnego w Dachau. Przebywał tam aż do wyzwolenia obozu w kwietniu 1945 roku. Po zakończeniu II wojny światowej był kapelanem obozu deportowanych Polaków w Decise (departament Nièvre, Francja). Prowadził tam także dla osadzonych szkołę, kursy, lekcje śpiewu, teatr oraz bibliotekę. Do Polski wrócił w marcu 1947 roku. Najpierw krótko był wikariuszem w Świętochłowicach, a następnie w Cieszynie w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Cieszynie. Wielokrotnie szykanowany przez PRLowskich funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, wzywany na przesłuchania, oskarżany o wrogi stosunek do państwa i odsuwany od nauczania młodzieży. Przypłacał to wszystko zdrowiem, wg relacji współparcowników cierpiał nie mogąc poradzić sobie z prześladowaniem i groziło mu załamanie nerwowe. Na początku października 1950 roku nakazano mu opuszczenie Cieszyna. Przeniósł się do Piekar Śląskich, gdzie objął obowiązki wikariusza oraz duszpasterza pielgrzymujących do tamtejszego sanktuarium. Trzy lata później polecono mu organizowanie parafii w Chudowie, zaś w styczniu 1957 roku – po powrocie z wygnania biskupów katowickich – został skierowany do tworzonej parafii pw. św. Floriana w Chorzowie i w połowie kwietnia mianowany jej proboszczem. Dokończył wstrzymaną przez władze budowę kościoła parafialnego oraz wybudował plebanię. We wrześniu roku 1960 aresztowany pod zarzutem udzielania korzyści materialnych. Z aresztu zwolniono go dopiero w styczniu 1961 roku, po kilku interwencjach biskupa katowickiego. Po kilkutygodniowym procesie skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu.

Od września 1960 był diecezjalnym przewodnikiem akcji Różańca Rodzinnego, od 1963 roku dyrektorem Papieskiej Unii Misyjnej Duchowieństwa, od 1966 roku wchodził w skład Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej, a w latach 1968-1985 był diecezjalnym dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych.

W styczniu 1980 r. ze względu na pogarszający się stan zdrowia złożył na ręce biskupa rezygnację z parafii św. Floriana i przeszedł na emeryturę – mówi znawca historii Rybnickiej Kuźni Józef Kolarczyk -Jednak jego wrodzony temperament, nie słabnące zaangażowanie w życie Kościoła i tęsknota za pracą duszpasterską skłoniły go do objęcia parafii Matki Bożej Różańcowej w Łaziskach Górnych. Miał wówczas 67 lat, a w powierzonej mu parafii przeprowadził gruntowna renowację kościoła i w krótkim czasie wybudował okazały dom katechetyczny. W maju roku 1988 złożył ponownie rezygnację z dalszej posługi, jakby przeczuwając bliskie odejście. Zmarł 28 lipca 1988 roku i pochowany został na cmentarzu obok kościoła, w którym do końca spełniał posługę proboszcza. Ks. Konrad Szweda pozostawił imponujący dorobek pisarski. W różnych czasopismach opublikował 236 artykułów z czego 125 dotyczyło tematyki
obozowej. Tej problematyce poświęcił też dwie książki: Kwiaty na Golgocie oraz Ponieśli swój krzyż. Był świadkiem w procesie beatyfikacyjnym o. Maksymiliana Kolbego, a co roku w sierpniu uczestniczył w zjazdach byłych więźniów pod ścianą śmierci w Auschwitz, gdzie wygłaszał płomienne kazania niejednokrotnie transmitowane przez Polskie Radio.

Ksiądz Szweda jako fantastyczny kaznodzieja zapisał się zresztą w pamięci rybniczan, o czym pisaliśmy w artykule Rybnickie odpusty. Przebywając w obozie wyczekiwał spotkania z ukochaną mamą, która jednak nie dożyła jego powrotu. Kiedy na początku 1945 roku nacierające wojska sowieckie ostrzelały Rybnicką Kuźnię, pożar objął rodzinny dom księdza Szwedy. Ludwina Szweda wyniosła z pożaru ornaty syna, po czym zmarła z żalu patrząc na płonący dom. Przez wiele lat każdego dnia – bez względu na wszystko – dzwoniła na Anioł Pański w kuźnickiej kapliczce sąsiadującej z jej domem. Moja pochodząca z Kuźni Ś+P Babcia mawiała, że Szwedzino była na posterunku zowdy i do samego końca. Podobnie jak ksiądz Konrad Szweda.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button