Janusz Piotrowski

Święte i świetne Batmany

Jedno z moich dzieci przyniosło kiedyś z katechezy w szkole przypowieść o Matce Boskiej, która polecała, by – w przypadku gdyby na drodze spotkało się idącego księdza z aniołem – wpierw pozdrowić tego pierwszego…

…dobra przypowieść, bo na pewno potrzebujemy świętych kapłanów. Ale ja mam troszkę inaczej, bo gdybym miał spotkać księdza, anioła, i Siostrę Zakonną, to wpierw ukłoniłbym się Siostrzyczce. I nie do końca to wynika jedynie z atencji wobec kobiet.

Powodowane może być faktem, że we wczesnym dzieciństwie Siostry mnie wychowywały, bo rodzona siostra mojego Dziadka była przeoryszą zgromadzenia w Żorach, a potem miała posługę przy szpitalu gruźliczym w Orzeszu. Siostra Blandyna – Ślązaczka z krwi i kości, tutaj urodzona, poświęciła całe życie na służbę dla najbardziej potrzebujących. Energiczna i stanowcza jak tylko Ślązaczki być potrafią, długi okres zajmowała się dziećmi pochodzącymi z największej biedoty i – według relacji księży seniorów, którzy ją osobiście znali – robiła władzom takie numery, że komuniści byli zawsze na pozycji przegranej. Skuteczność z jedynym celem by zawsze wygrywał żywotny interes tych dzieci. Ja natomiast nawet nie wiem do końca ile jej zawdzięczam. Pewnie się dowiem wszystkiego dopiero jak się ziemią przykryję. Na pewno gorliwie się za mnie modliła, bo u schyłku jej życia, kiedy była już na zasłużonej emeryturze, przypadła moja młodość. A ta nie była łatwa – dla całego otoczenia oraz mnie samego. Cud, że żyję. Faktem natomiast jest, że dwadzieścia sześć lat temu swoje ostatnie piwo wypiłem w miejskim w parku w Żorach – park jest kilka kroków od budynków Zgromadzenia. Większych dowodów na wstawiennictwo mojej Ciotki nie potrzebuję.

W przestrzeni społecznej i publicznej Siostry Zakonne są wzgardzane i wyśmiewane. Batmany to najdelikatniejsze określenie. Bywają słowa o wiele gorsze. Mało kto ma świadomość, a jak ma, to ją wypiera (bo tak jest i się po prostu należy – zwykłe jak oddychanie), że zajmują się przestrzenią ludzkich tragedii, tam, gdzie państwo ze swą służbą zdrowia i opieką już nie sięga. Robią to z oddaniem, w ciszy, pełnej pokorze. Dzielą los swoich zmarginalizowanych podopiecznych, zwłaszcza ich biedę, bo w sieci co rusz można trafić na filmiki proszące o materialne wsparcie. Filmiki proste, nienachalne, nagrywane z prawdziwej potrzeby, by dalej nieść pomoc. By funkcjonować w służbie autentycznej ludzkiej nędzy.
Żyjemy w czasach, gdzie zły porządnie zamiata ogonem. Podam jeden przykład. Parę lat temu jedna z piosenkarek przyznała, że dokonała aborcji, bo miała za małe mieszkanie. Ta sama osoba jakiś czas potem, natchniona wiekopomnym dziełem polskiej kinematografii w reżyserii Agnieszki Holland Zielona Granica oraz celebrycką histerią wokół tego, co działo się na wschodniej granicy, głośno apelowała do sumień polskiego buractwa, głosząc wszem i wobec, że nigdy nie ma za małego mieszkania by przyjąć emigranta. Poetyka. Zaprawdę. Swoją aborcję nazwała największym wydechem świata. To właśnie jest cywilizacją śmierci. Cały szkopuł i tragedia polega na tym, że wspomniana celebrytka gdyby zdecydowała się urodzić swoje dziecko, ale dalej go nie chciała, to Siostry Zakonne by je przyjęły i wychowały. Byłoby o jedną śmierć mniej.

Te wszystkie absurdy naszej przestrzeni publiczno-medialnej są absolutnym zaprzeczeniem wartości, które wyznają Siostry Zakonne. I pewnie one z tego powodu cierpią. Cierpią w ciszy, bez zgiełku, nie robią z siebie męczennic, ani świętych darczyńców jak wszystkie owsiaki tego plastikowego świata. Bez również osądu, bo są mistrzami niebywałej sztuki odróżnienia człowieka od zła. Słyszał ktoś choćby jedna skargę z ich strony? Słyszał ktoś ażeby choć jedna piętnowała postawy, takie jakie prezentują te wszystkie gwiazdy, dla których dwa plus dwa już nie musi być koniecznie cztery?

Lubie patrzeć na Siostry Zakonne – one promienieją. Taka zasadność, że im gorsze czasy, ten ich wewnętrzny spokój bardziej emanuje. Piękna postawa w obecnym wszechpanującym coraz bardziej agresywnym zgiełku. Zgiełku, gdzie ograniczeni ludzie sięgają po nieograniczona władzę. Nic nowego. Aleksandr Sołżenicyn u szczytu represji, jakimi był dotknięty, jednej nocy napisał na maszynie do pisania esej w formie ulotki Żyć bez kłamstwa. Wzywał w nim do osobistej moralnej postawy by nie uczestniczyć w tym czerwonym zakłamaniu panującym wokół tametgo Związku Sowieckiego. Do odwagi bycia porządnym i uczciwym człowiekiem. Dzisiejsze Siostry Zakonne są dowodem, że jest to możliwe.
Powyższy felieton nie apeluje byś od razu chwytał za kartę bankomatową i płacił datek dla Zgromadzeń, które proszą o wparcie. Będziesz chciał Drogi Czytelniku, to zrobisz. Ja tylko proszę byś na ulicy lekko skiną głowę i napotkaną Siostrę Zakonną pozdrowił krótkim, ale szczerym:

Szczęść Boże!

Należy im się.

Zasłużyły.

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

  1. Ciekawy, skłaniający do przemyśleń felieton – zarówno dla zwolenników, jak i przeciwników zakonów. Życzę nam wszystkim, żebyśmy spotykali wyłącznie takich kapłanów i siostry zakonne, jak w tym tekście😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button