Blog

Savoir vivre rybnickiego złomiarza

Zamówiliśmy z Bodkiem sobie pizzę telefonicznie. Wiadomo – meczyk.

O ustalonej godzinie pakujemy się pod pizzerią. Z braku wolnego miejsca na parkingu stanąłem na miejscu dla niepełnosprawnych. Tylko na tę chwilę samego odbioru zamówienia- nawet nie na minutę. Wyglądaliśmy raczej nieciekawie: Bodek jako szanujący się złomiarz (bo Bodek jest tzw. złomiarzem) przepisowo w swym „arbaju”, ja cały w trocinach, bo rąbałem drzewo. Woń też nie bardzo, bo Bodek uszczelniał gulik. No i w ogródku przed pizzerią siedzi on i ona. On ubrany od żelazka – żywcem wyciągnięty z reklamy farmakologicznej (dali Bóg, że kiedyś się tak odprasuję!), ona w bieli koronkowej sukienki i na dodatek koloru włosów blond – tak więc cała biała. Jedzą z całym namaszczeniem wsadzając do ust drobne kawałki pożywienia nabite na koniuszki sztućców. Kultura. Wysokie „C”. A my boroki. Gdy przechodzimy on podnosi głowę i nieśpiesznie przemawia:

Proszę pana. To jest miejsce dla inwalidów. Tutaj się nie staje. Gdyby tak ktoś z pańskiej rodziny…

Popatrzyłem na nich, ona wpatrzona w niego z zachwytem, że taki męski, obrońca, rycerz i och, i ach. On wypięty jak jeleń na rykowisku. Nim zdążyłem jednak cokolwiek powiedzieć na swoją obronę za moimi plecami wypalił Bodek:

Z pełną gębą się nie godo!

Ot taki przykładzik savoir vivru rybnickiego złomiarza. Wszystkiego dobrego!

Powiązane artykuły

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button