Jak trafić szóstkę w lotto

Osobiście doświadczyłem jak wszystko jest płynne. Był czas, kiedy byłem jedynie pod wozem. Zmuszony życie oglądać tylko od dołu- na wszystko brakowało
Przyszedł pewien przykry poranek, kiedy został mi jeden papieros, a co gorsza nie miałem na żarcie dla psa. Kto zmaga się z uzależnieniem od nikotyny ten wie, że największe łaknienie jest właśnie rano. Wredne uczucie. Narkotyczny głód spotęgowany psychicznym brakiem świdrującym z tyłu głowy.
Mam problem z proszeniem Boga o cokolwiek w modlitwie. Znaczy: nie mam jak modlę się w intencji kogoś – wtedy nie mam żadnych oporów. Ciężko mi jednak przychodzi być adwokatem w swojej własnej sprawie. Tego ranka klęknąłem jednak na kolana i wyglądało to mniej więcej w ten sposób:
Przecież nie będę Cię Jezu prosił o fajki… się nie godzi, i pewnie chciałbyś ażebym był wolny i od tego nałogu. Wiesz jednak czego mi brakuje i z czym się zmagam. No i pies nie ma co żreć. Daj mi, proszę, dziś to czego naprawdę potrzebuję.
Wstając z kolan w kuchni, zauważyłem przypadkowo przykuty szpilką do tablicy korkowej kupon totolotka. Nie wiedziałem skąd tam się wziął, nie rejestrowałem, kiedy mógłbym go kupić, nie wiedziałem, czy był stary – już sprawdzony – czy jeszcze nie. Po prostu tam był, a ja nie miałem innego źródła na kasę, jak tylko go sprawdzić. Wziąłem więc psa na spacer i poleźliśmy w stronę pobliskiej stacji benzynowej, gdzie jest kolektura.
Trafiłem trójkę – coś ponad trzydzieści złotych. Miałem na żarcie dla psa, papierosy (jednak w tej kolejności, bo kiedy indziej musiałem dokonać takiego wyboru) i jeszcze zostało na cukierki pudrowe, które pożeram z lubością od dzieciństwa. Tylko, że… nie ja trafiłem – to dla mnie oczywiste. Dostałem, o co prosiłem. Jeszcze mogłem sobie osłodzić ulubionymi słodyczami. Od tamtego czasu coraz bardziej staram się wierzyć w Opatrzność Bożą. Wtedy to był jednak początek – namacalny dowód. Wiara w Opatrzność to trudny proces, gdzie trzeba zawierzyć całym sobą. Wbrew rozumowi i tak zwanej racjonalności. Ciężko wyzbyć się swojego ja, przyznać, że tak naprawdę nic ode mnie nie zależy i mieć nadzieję w Prezesie, co wszystkim kręci. W każdym razie ja wygrałem już w lotto. Nie widzę potrzeby by dalej odprowadzać podatek od naiwności. Zdecydowanie jednak wolę płacić podatek od wiary. Tutaj inne priorytety i inna waluta.
Po kilku tragicznych zgonach moich podopiecznych postanowiłem nie mieć oczekiwań. Taka postawa w mojej pracy okazała się zbawienna. Nie znaczy to wcale, że straciłem zaangażowanie – dalej im życzę wyzdrowienia, modlę się za nich, poświęcam. Ale nie piszę już własnych scenariuszy. Tym samym nie wpadam w pułapkę swoich oczekiwań. Bo nie ja tutaj jestem reżyserem. Obecnie ceduję ten wzorzec na całe moje życie. Nie twierdzę, że to łatwe.
Ale ostatnią rzeczą, którą mogę powiedzieć, to że Łaska Pańska na pstrym koniu jeździ.
Jeżeli istnieją przysłowia głupie – to do nich należy, bo ja akurat coraz bardziej się przekonuję, że Łaska Pańska galopuje. Pod jednym jednak warunkiem – trzeba mieć sporo odwagi by puścić lejce. I pewien jestem, że nie pojawi się napis:
Brak wygranej – zapraszamy ponownie do gry.
Wszyscy znamy przysłowie: „Pieniądze szczęścia nie dają”. Niemcy jednak mają do niego swoją część drugą: „… ale uspokajają”. To już jest naprawdę bardzo głupie, bo miałem w swoim życiu i okres, kiedy był nadmiar wszystkiego. I miałem więcej trosk, zmartwień, pełnej głowy niż kiedy byłem skończonym biedakiem. Bóg nie gardzi zamożnością, ale od zawsze wiadomo, komu naprawdę trudniej przejść przez bramę.




Coraz lepsze Pan ma Panie Januszu te felietony.Czyta się jednym tchem i czuje niedosyt.Czas na książkę!Pozdrawiam.
Rozumiem, że kapusta smakowała 😉
… będzie więc kolejnym tematem felietonu 🙂
Bardzo 👍