Rzeczpospolita kibolska

Rzecz narodziła się 30 lipca 1976 roku. Snułem się po mieszkaniu, kiedy wszyscy inni domownicy byli pogrążeni w głębokim śnie. Włączyłem telewizor. Narodziny trwały dokładnie 2 godziny 26 minut
Do annałów historii sportu wydarzenie to przeszło pod nazwą Mecz o złoto w Montrealu. Legendarny finał Olimpiady o złoty krążek pomiędzy Polską a ZSRR. Tylko że to było coś więcej niż tylko mecz; również demonstracja antykomunistyczna, bo zjechała ogromna rzesza polskiej Polonii – zarówno z Kanady jak i USA – manifestując swój patriotyzm. Miałem zaledwie osiem lat i nie zostałem wtedy fanem siatkówki – do dziś jestem jej fanatykiem. Swoją namiętnością zresztą zaraziłem całą rodzinę wraz z żeńską jej częścią (w tym Mamą), która jednak zawsze rejteruje, gdy dochodzi do siatkarskiego horroru w Tie-break’u.
Na mecze polskiej reprezentacji przychodzą między pokolenia – do dzieci po starców. Podobnie jest z żużlem – sportem od zawsze w moim Rybniku wyznawanym. Wszyscy my (według sprecyzowanej przez chłopców w obcisłych rurkach i poszetkami w klapach) jesteśmy kibolami. Określenia poniżającego, pogardliwego i rasistowskiego. Z jednym drobnym, małym szczegółem, moi postępowi panowie, i postępowe, cmokające z dezaprobatą panie – mamy to serdecznie w d..e jak nas nazywacie. I to jest wasza prawdziwa porażka. Mamy to serdecznie i głęboko gdzieś, my wszyscy, którzy na stadionach lub halach sportowych zdzieramy gardła i serca dla naszej drużyny. Wy tego nie rozumiecie, tak jak nam ciężko was zrozumieć.
Męski atawizm wzięty od pradziejów z jaskini, gdzie łączą wspólne wyznawanie, wspólny przeciwnik i wspólne sikanie. Jesteśmy zerojedynkowi, ale mamy swoje zasady.
Trzymaj się zasad, a zasady będą się trzymać ciebie – Prymas Tysiąclecia
Przede wszystkim jesteśmy lojalni, co dla was kosmosem, bo uważacie to za słabość i wadę. Was cechuje relatywizm, którym wszystko potraficie wytłumaczyć. Nawet sięgając absurdu. Dla was homofobem może zostać ten, co nie ogląda namiętnie gejowskiego porno. My wyrażamy swoje emocje prosto – emocjami – kiedy wy starcie się za wszelką cenę je mieć na wodzy. Więc się dusicie w tej nienaturalnej kontroli, z ciągłym grymasem półuśmiechu na twarzy, w tym poczuciu wyższości intelektualnej wobec wszystkich, którzy akurat mają inne od was zdanie. Bywa czasami tak, że jeden musi wygrać, a drugi zalać się własną krwią. Tak było od zawsze – zaciśnięte pięści by bronić swoich racji, honoru, szacunku i miejsca w szeregu. Potem przeważnie bywa, że po jakimś czasie znów siedzimy razem popijając piwko. Dla was to obrzydliwe i prostackie. Tylko że nasze kobiety czują się przy nas bezpieczne i nie musimy ich kupować. Facet to istota mało skomplikowana – chce udowadniać. Wy też udowadniacie, ale zawsze przy tym towarzyszy pogarda. Dlatego nie macie przeciwników – dorobiliście się samych wrogów. I co tu bardziej prostackie?
Hubert Wagner – trener tamtej reprezentacji w siatkówce miał przezwisko Kat. Sami zawodnicy mu je nadali. Nie miał litości na treningach. Na przykład organizował bieg przełajowy przez las, gdzie kazał skakać do wskazanych gałęzi drzew sam towarzysząc drużynie na rowerze. Na bagażniku miał dętki rowerowe wypełnione piaskiem – jak któryś do gałęzi nie doskoczył, to go dodatkowo tymi dętkami obarczał każąc mu przytraczać je do pasa. Słaniali się z wyczerpania, mdleli, a on im dawał wolną rękę, czy będą zbierać swoich omdlałych kolegów z lasu czy ich zostawią. Przysłowiowe churchillowskie Pot, krew i łzy. Ale tak stworzył z nich drużynę, która sięgnęła po wszystko. W męskim świecie nie ma drogi na skróty – to trzeba ociekać potem, czasami własną krwią, czasami uznać się pokonanym i przyznać, że nie da się rady. Ale próbować jeszcze z życiem się wziąć za bary. Być z krwi i kości. Bez niejednoznacznych aluzji. I grymasu półuśmiechu wyższości na twarzy.
Od bardzo dawna, po wpadce z esbecją, która mnie chwyciła z ulotkami, daleko mi jest do polityki. Z własnym Ojcem miałem dżentelmeńską umowę – poprzez fakt, że mu służyłem zaliczaliśmy to w poczet oddania na niego głosu i na wybory nie chodziłem. Żadne. A zwłaszcza te prezydenckie, bo głosujemy tylko na wizerunki medialne. Ale coś zaczyna się we mnie zmieniać, bo w Panu Prezydencie Karolu Nawrockim widzę faceta. Takiego jakim być powinien – właśnie z krwi i kości. Aż sam się na starość sobie dziwię. Teraz natomiast naprawdę mu współczuję, bo w obronie swojej Żony – a naszej Pierwszej Damy – nie przystoi mu dać komuś po mordzie po tym, co w zeszłym tygodniu z Nią wyrabiają. A naprawdę by się należało.
Deklaruję swoje zastępstwo, Panie Prezydencie!




Artykuł aż kipi tak rzadko dziś wyczuwalnym w mężczyznach testosteronem. To prawda. Dzisiaj częściej spotkamy faceta w rajtuzach i krótkiej katance. Kobiety wybierają szerokie bluzy i spodnie, jakby chciały manifestować ten niemęski styl. Też dostrzegam iskierkę nadziei w naszym Prezydencie – wreszcie męskim i mającym swoje zdanie. Pozdrawiam serdecznie.
To jak się już tak zgadzamy, to mogę liczyć, że mi pożyczysz pomadkę, kredkę do rzęs, i szpilki? 🤪
Masz to jak w banku.Testosteronu też chcesz troszeczkę?😜